O stresie mówi się dziś wszędzie: w szkole, pracy, mediach społecznościowych, gabinetach psychologów i lekarzy. Dzieci od najmłodszych lat uczą się, czym jest stres i jak sobie z nim radzić. A jednak wciąż wielu dorosłych nie do końca rozumie, jak bardzo wpływa on nie tylko na psychikę, ale i na ciało. W różnych kulturach i pokoleniach radzono sobie z napięciem na różne sposoby. Kiedyś emocje spychano na bok, dziś mówi się o nich coraz więcej. I słusznie. Ale mimo większej świadomości, stres nie znika. Tempo życia, ciągłe oczekiwania i presja sprawiają, że żyjemy w trybie nieustannej mobilizacji. Każdy zna sytuacje, które wywołują napięcie: egzamin, kłótnia z bliską osobą, zwolnienie z pracy, niepewność finansowa. Wszystko to są realne źródła stresu. Nasze ciało reaguje błyskawicznie. Czasem wystarczy kilka trudnych dni, żeby pojawił się ból brzucha, przeziębienie, bezsenność czy migrena. To nie przypadek a fizjologiczna reakcja organizmu, który próbuje poradzić sobie z przeciążeniem. Hormony, układ odpornościowy i nerwowy – wszystko jest ze sobą połączone. Przewlekłe napięcie może prowadzić nawet do zaburzeń hormonalnych czy chorób autoimmunologicznych.
Ważnym punktem w rozumieniu stresu jest jego mechanizm ewolucyjny, który pomagał człowiekowi przetrwać. Z pozoru stres nie musi być wcale zły, natomiast problem zaczyna się wtedy, gdy napięcie nie mija, a organizm nie ma okazji się zregenerować. Wtedy uruchamia się biologiczny układ, który zamiast nas chronić, zaczyna nam szkodzić. Tym układem jest oś HPA (podwzgórze–przysadka–nadnercza), odpowiedzialna m.in. za wydzielanie kortyzolu, hormonu stresu. Gdy oś HPA pozostaje w ciągłym pobudzeniu, może prowadzić do wielu problemów zdrowotnych, zarówno psychicznych, jak i somatycznych. Aby dobrze zrozumieć, czym jest stres i jak wpływa na człowieka, trzeba wrócić do jego biologicznych i psychologicznych korzeni.
Ewolucyjny stres i układ HPA
Stres nie jest wymysłem współczesności, to reakcja biologiczna, która pomagała człowiekowi przetrwać. U naszych przodków był czymś bardzo konkretnym. Trzeba było uciec przed niebezpieczeństwem, zdobyć pożywienie albo obronić się przed wrogim plemieniem. W takich momentach organizm uruchamiał tryb przetrwania. Wydzielał adrenalinę i kortyzol, zwiększał napięcie mięśni i przyspieszał tętno. To był moment reakcji „walcz albo uciekaj”. Gdy zagrożenie mijało, organizm wracał do równowagi. I to był klucz. Problem w tym, że dziś wiele zagrożeń nie ma końca. Martwimy się o pracę, relacje, pieniądze. I robimy to dzień po dniu, często nie dając sobie chwili oddechu. Nasze ciało nie odróżnia prawdziwego zagrożenia od wyobrażonego. Nie wie, że nie musi uciekać przed lwem, tylko zmaga się z przeładowanym kalendarzem. Wciąż działa ta sama oś HPA – podwzgórze, przysadka, nadnercza. Ten układ reguluje wydzielanie kortyzolu. Gdy działa zbyt długo, przestaje nas chronić, a zaczyna obciążać cały organizm. Dlatego przewlekły stres to coś więcej niż tylko „trudny czas”. To stan, który ma wpływ na nasze zdrowie.
Jak więc możemy sobie radzić z przeciążeniem organizmu spowodowanym przez stres?W dawnych kulturach często sięgano po rytuały, wspólnotę, religię czy kontakt z naturą jako formy regulacji napięcia. Współczesny człowiek ma dostęp do terapii, technik relaksacyjnych, pomocy psychologicznej. Warto pamiętać o bardzo prostych formach regulacji, takich jak ruch, bliskość, odpoczynek. Dziś częściej sięgamy po „szybkie rozwiązania” – kofeinę, alkohol, stymulanty, zamiast realnego odpoczynku i pracy nad emocjami.
Psychologia rozróżnia dwa rodzaje stresu, o dwóch obliczach. Mobilizujący, czyli eustres Istnieje, który pojawia się przed ważnym wystąpieniem, egzaminem, rozmową kwalifikacyjną. Pomaga się skoncentrować, dodać energii, poprawia reakcję. Krótki, pozytywny stres może działać na nas korzystnie. Dystres to jego przeciwieństwo. Przewlekły, przytłaczający, wyniszczający, taki, który zamiast pomagać, odbiera siły. Sprawia, że organizm cały czas działa na najwyższych obrotach. Ciało nie ma szansy się zregenerować, a to prowadzi do wypalenia, rozregulowania hormonów, obniżenia odporności, problemów z układem sercowo-naczyniowym.
Skierowanie do Poradni Psychologicznej
Wielu pacjentów trafia do lekarza rodzinnego z objawami, które na pierwszy rzut oka wydają się mieć wyłącznie fizyczne podłoże. Bóle głowy, zawroty, kołatania serca, uczucie zmęczenia czy wzmożone napięcie mogą wskazywać przewlekłą chorobę cywilizacyjną. Lekarz wdraża farmakoterapię, zleca badania, zaleca zmiany stylu życia, a coraz częściej proponuje wizytę w poradni psychologicznej. I właśnie wtedy często pojawia się zdziwienie: „Przecież to nadciśnienie, biorę leki, więc po co mi psycholog?” W rzeczywistości nadciśnienie to jedna z chorób, na którą silnie wpływa przewlekły stres. Jeśli ciało przez długi czas działa w trybie alarmowym, a oś HPA wciąż wydziela kortyzol, to układ sercowo-naczyniowy zaczyna się buntować. Ciśnienie wzrasta, rytm serca się zmienia, pojawiają się inne objawy. Samo leczenie farmakologiczne często nie wystarcza. Równie ważna jest praca nad emocjami, stylem życia i odzyskaniem równowagi psychicznej.
Inny świat, ta sama biologia
Dziś nie musimy uciekać przed drapieżnikiem, ale nasz organizm działa tak, jakby wciąż to robił. Przeciążenie, pośpiech, ciągły szum informacyjny utrzymują nas w stanie pobudzenia. A nasz organizm nadal reaguje, jakby walczył o przetrwanie, tylko że teraz robi to codziennie, po cichu i bez końca. Dlatego warto zacząć traktować stres poważnie, zwrócić uwagę na sygnały ciała, poszukać przestrzeni na oddech. Odpoczynek to nie słabość to konieczność.
Aleksandra Boda
Koordynatorka rejestracji CTiP w Namysłowie
Studentka psychologii













0 komentarzy