Czy zdarzyło Ci się pomyśleć: „Dlaczego znowu znalazłam się w takiej samej relacji?” albo „Dlaczego każda nasza rozmowa kończy się kłótnią, choć obiecaliśmy sobie, że tym razem będzie inaczej?”. Wiele osób szuka odpowiedzi w charakterze, osobowości czy pojedynczych wydarzeniach z przeszłości. Terapia systemowa rodzin proponuje jednak inne spojrzenie. Zamiast pytać: „Co jest z Tobą nie tak?”, pyta: „Jakie wzorce kierują Waszą relacją?”. Bo relacje przypominają taniec. Nawet jeśli zmienimy partnera, muzykę czy salę, często okazuje się, że nasze kroki pozostają zadziwiająco podobne.
Historia starego mostu
Wyobraź sobie niewielką miejscowość przeciętą rzeką. Przez wiele lat mieszkańcy korzystali z drewnianego mostu. Każdego dnia setki osób przechodziły dokładnie tą samą ścieżką. Z czasem wydeptały głębokie koleiny. Pewnego dnia powstał nowoczesny most – szerszy, bezpieczniejszy i wygodniejszy. Mimo to wielu mieszkańców nadal instynktownie kierowało się w stronę starej przeprawy. Nie dlatego, że była lepsza. Po prostu ciało pamiętało drogę. Podobnie jest z relacjami.
Nasz umysł i emocje również mają swoje „wydeptane ścieżki”. Powstają one przez lata doświadczeń w rodzinie, obserwowania rodziców, sposobu rozwiązywania konfliktów czy okazywania miłości. Nawet kiedy świadomie pragniemy czegoś innego, często automatycznie wracamy do znanych schematów.
Czym właściwie są wzorce relacji?
W terapii systemowej człowieka postrzega się jako część większego systemu. Tym systemem może być rodzina, para, grupa przyjaciół czy zespół w pracy. Każdy system tworzy własne zasady – często niewypowiedziane. Na przykład: „Nie okazujemy złości.”, „Najważniejszy jest spokój.”, „Nie wolno zawieść innych.”, „Problemy załatwiamy po cichu.”, „Miłość oznacza poświęcenie.” Nikt nie musi ich wypowiadać na głos. Dzieci uczą się ich poprzez obserwację. Jeżeli mama zawsze rezygnowała z własnych potrzeb dla dobra rodziny, dziecko może dorosnąć z przekonaniem, że kochać oznacza rezygnować z siebie. Jeżeli ojciec znikał emocjonalnie przy każdym konflikcie, dorosły człowiek może zacząć wierzyć, że bliskość zawsze kończy się wycofaniem. Nie dlatego, że ktoś go tego nauczył słowami. Dlatego, że nauczył się przez życie. Relacja przypomina układ naczyń połączonych. Wyobraź sobie kilka szklanych naczyń połączonych cienkimi rurkami. Gdy do jednego nalejesz wody, poziom zmienia się we wszystkich. Tak właśnie działa system rodzinny. Zmiana zachowania jednej osoby wpływa na wszystkich pozostałych. To dlatego czasami, gdy jedna osoba zaczyna terapię, inni członkowie rodziny reagują zaskoczeniem, oporem albo niepokojem. Nie dlatego, że nie chcą dla niej dobrze. Często po prostu cały system próbuje wrócić do znanej równowagi. To zjawisko terapeuci nazywają dążeniem systemu do zachowania dotychczasowej organizacji – do homeostazy.
Historia Ani i Michała
Ania mówiła: „Dlaczego ciągle trafiam na emocjonalnie niedostępnych mężczyzn?” Michał powtarzał: „Nie rozumiem, dlaczego każda partnerka ma do mnie pretensje. Czy to faktycznie coś jest ze mną nie tak?!”
Na pierwszy rzut oka wydawali się zupełnie różni. Podczas terapii okazało się jednak, że oboje dorastali w rodzinach, gdzie konfliktów unikano. Ania nauczyła się, że aby utrzymać bliskość, musi zgadywać potrzeby innych i brać odpowiedzialność za ich emocje. Michał nauczył się czegoś przeciwnego. Gdy robiło się trudno, najlepiej było się wycofać. Kiedy się poznali, wszystko wydawało się idealne. Ania dawała dużo ciepła. Michał cenił jej troskę. Jednak wraz z upływem czasu stary taniec zaczął odgrywać swoją melodię. Im bardziej Ania zabiegała o rozmowę, tym bardziej Michał się wycofywał. Im bardziej się wycofywał, tym bardziej Ania naciskała. Każde z nich uważało, że reaguje na zachowanie partnera. Z perspektywy terapii systemowej oboje współtworzyli wzorzec. Nie było winnego. Był taniec. Dlaczego tak trudno przerwać schemat? Bo schematy często kiedyś nas chroniły. Dziecko, które nauczyło się być „grzeczne”, mogło dzięki temu unikać konfliktów. To, które przewidywało nastroje rodziców, zwiększało swoje poczucie bezpieczeństwa. To, które nie okazywało emocji, mogło uniknąć odrzucenia. Problem polega na tym, że strategie, które pomagały przetrwać w dzieciństwie, nie zawsze służą budowaniu zdrowych relacji w dorosłości. To trochę jak noszenie zimowego płaszcza w środku upalnego lata. Kiedyś był potrzebny. Dzisiaj bardziej przeszkadza niż pomaga.
Niewidzialny scenariusz
Wyobraź sobie teatr. Na scenę wychodzą aktorzy, ale każdy z nich otrzymuje scenariusz jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu. Jeden ma grać wybawcę. Drugi buntownika. Trzeci osobę odpowiedzialną za wszystkich. Czwarty tego, który nigdy nie prosi o pomoc. Problem polega na tym, że większość z nas nawet nie wie, że taki scenariusz istnieje. Dopóki go nie zauważymy, będziemy odgrywać swoją rolę z przekonaniem, że właśnie tacy jesteśmy. Terapia systemowa pomaga ten scenariusz przeczytać. Nie po to, aby kogokolwiek oskarżyć. Po to, by zdecydować, czy nadal chcemy grać tę samą rolę. W rodzinie nic nie dzieje się w próżni. Jedną z najważniejszych idei terapii systemowej jest przekonanie, że zachowanie jednej osoby ma sens w kontekście całego systemu. To nie oznacza usprawiedliwiania trudnych zachowań, ale oznacza próbę ich zrozumienia. Czasami dziecko określane jako „sprawiające problemy” nieświadomie odciąga uwagę rodziców od ich własnego konfliktu. Niekiedy nadmiernie odpowiedzialny nastolatek przejmuje rolę dorosłego, ponieważ w rodzinie zabrakło poczucia bezpieczeństwa. To nie są świadome decyzje. To sposoby, dzięki którym system próbuje utrzymać równowagę.
Pajęczyna
Relacje przypominają pajęczynę. Jeżeli poruszymy jedną nić, drży cała konstrukcja. Nie oznacza to, że jedna nić jest winna ruchowi. Oznacza jedynie, że wszystko pozostaje ze sobą połączone. Podobnie jest w rodzinie. Zmiana jednej osoby wpływa na wszystkich. Czasem wystarczy nauczyć się mówić „nie”, aby cały układ zaczął funkcjonować inaczej. Czasem jedna szczera rozmowa otwiera przestrzeń na wiele kolejnych. Małe zmiany często uruchamiają proces, którego wcześniej nikt się nie spodziewał. Czy można zmienić wzorzec?
Tak, ale nie poprzez walkę z samym sobą. Znacznie skuteczniejsze okazuje się zrozumienie. Kiedy zaczynamy rozpoznawać własne schematy, zyskujemy możliwość wyboru. Możemy zauważyć moment, w którym automatycznie chcemy się wycofać, albo ten, w którym zaczynamy ratować wszystkich wokół. Samo zauważenie nie rozwiązuje problemu, ale zatrzymuje automatyzm. A tam, gdzie kończy się automatyzm, zaczyna się świadomy wybór.
Historia ogrodu
Pewien ogrodnik odziedziczył piękny ogród po swoim dziadku. Rosły tam stare drzewa, kwiaty i krzewy. Były też chwasty. Na początku próbował jedynie je wyrywać. Wracały. Dopiero gdy zaczął rozumieć, dlaczego pojawiają się właśnie w tych miejscach – gdzie gleba była uboga, gdzie brakowało światła lub wody – ogród zaczął się zmieniać. Nie wystarczy walczyć z chwastami. Trzeba zadbać o warunki. Podobnie jest z relacjami. Nie wystarczy obiecać sobie: „Już nie będę się złościć.” Znacznie ważniejsze jest pytanie: Co sprawia, że właśnie w tym momencie reaguję w taki sposób? Największa siła tkwi w ciekawości. Terapia systemowa zachęca do ciekawości zamiast oceniania. Zamiast pytać: „Dlaczego on taki jest?” możemy zapytać: „Co dzieje się między nami, że oboje reagujemy właśnie w ten sposób?”. To subtelna zmiana, ale niezwykle ważna. Przestajemy szukać winnego a zaczynamy szukać mechanizmu. A mechanizm można zrozumieć. To właśnie zrozumienie otwiera drogę do zmiany. Nie jesteśmy skazani na historię, zdeterminowani przez rodzinę, w której dorastaliśmy. Być może dorastałeś w domu pełnym ciszy. Być może nauczyłaś się, że trzeba zasłużyć na miłość. Być może do dziś boisz się konfliktów albo przeciwnie – reagujesz bardzo gwałtownie. To nie znaczy, że taki lub taka już pozostaniesz. Historia wpływa na nas, ale nie musi pisać całego naszego życia. Możemy uczyć się nowych sposobów budowania bliskości. Możemy odkrywać, że rozmowa nie musi oznaczać kłótni, że proszenie o pomoc nie jest słabością, że stawianie granic nie przekreśla miłości.
Puenta
Każda rodzina przekazuje swoim członkom coś więcej niż nazwisko, kolor oczu czy ulubione przepisy. Przekazuje również sposoby przeżywania emocji, budowania bliskości, reagowania na konflikt i rozumienia miłości. Większość tych wzorców działa po cichu – jak niewidzialne nitki prowadzące nasze codzienne wybory. Dobra wiadomość jest taka, że wzorce nie są wyrokiem. Są raczej mapą. Pokazują, skąd przyszliśmy, ale nie decydują o tym, dokąd zmierzamy. Każda świadoma rozmowa, każda postawiona granica, każde zauważone uczucie i każda próba zrozumienia drugiego człowieka to krok w stronę nowego tańca. Takiego, w którym nie poruszamy się już wyłącznie zgodnie z dawną choreografią, lecz zaczynamy tworzyć własną. Największa zmiana w relacjach nie zaczyna się wtedy, gdy zmienia się druga osoba. Zaczyna się wtedy, gdy po raz pierwszy zauważamy muzykę, do której od lat tańczymy – i odważamy się wybrać nową.
Anna Foltyńska
Psycholożka
Psychoterapeutka w procesie certyfikacji
w nurcie systemowo-ericksonowskim













0 komentarzy