Świadectwo maturalne odebrane, na plecach czuć dreszczyk emocji, bo przed Tobą stoi bardzo ważny wybór, a mianowicie wybór kierunku studiów. Od zawsze wyobrażałeś sobie czas studiów jako coś przyjemnego, bo przecież to okazja do wyprowadzenia się z domu rodzinnego, poznania mnóstwa nowych ludzi oraz nieustannych imprez i spotkań towarzyskich. Nauka? Z nią sobie dobrze poradzisz, bo przecież cały okres liceum poszedł Ci dobrze, byłeś przygotowany na każdą kartkówkę, sprawdzian i odpowiedź ustną. Jednak zauważasz, że Twoi licealni znajomi wybierają prestiżowe kierunki na wielkich uczelniach, z dala od rodzinnego miasta. Zaczynasz odczuwać presje, bo przecież wybrałeś pierwsze, większe miasto, najbliżej swojego domu, żeby mieć blisko do rodziny i przyjaciół. Potem słyszysz, że jak zostaniesz nauczycielem, to będziesz się musiał mierzyć z niskimi zarobkami, mało tego, będziesz niedoceniany społecznie, wiecznie krytykowany i obwiniany. Studia są ciężkie, jest dużo godzin praktyk i nawet nie ma mowy o dodatkowej pracy w międzyczasie. Nagle zderzasz się z rzeczywistością, a przecież zawsze marzyłeś o studiowaniu pedagogiki, to Twój konik i dobrze czujesz się w pracy z dziećmi. I wtedy wkracza stres, który podważa wszystkie Twoje marzenia i myśli o przyszłości. Dopada Cię presja społeczna i wszystkie stereotypy, które nieustannie krążą wokół Ciebie dzień i noc. Październik zbliża się wielkimi krokami, a Ty nie wiesz, czy to odpowiedni kierunek dla Ciebie.
Presja wyboru
Matura od lat funkcjonuje w społeczności jako symboliczny „egzamin dorosłości”. Sama nazwa brzmi poważnie, więc wiąże się ściśle z momentem podjęcia ważnej decyzji o swojej przyszłości. Oczekiwania, jakie się pojawiają w tym okresie, są ogromne – nie tylko wewnętrzne, ale i zewnętrzne: ze strony rodziny, nauczycieli, rówieśników. „Co teraz po maturze?”, „Na jaki kierunek idziesz?”, „Jakie plany na przyszłość?” – te pytania słyszy niemal każdy maturzysta. Zamiast przestrzeni na oddech i refleksje, pojawia się presja, by wybrać szybko, dobrze, przyszłościowo i prestiżowo. Wszystko musi udać się za pierwszym razem, dlatego wiele młodych ludzi myśli, że nie mogą sobie pozwolić na błąd pod tym względem. W takich warunkach łatwo o decyzje podejmowaną w towarzystwie lęku, oczekiwań innych, czy w oparciu o chwilowy trend, a nie w zgodzie ze sobą. Tymczasem, warto to mocno podkreślić, rzeczywistość jest taka, że wielu studentów zmienia kierunek, uczelnie, czy nawet na późniejszym etapie ścieżkę zawodową. Statystyki (i doświadczenia wielu osób, w tym moje) pokazują, że spora część zmienia kierunek po pierwszym roku, a nawet po kilku tygodniach. Inni zmieniają uczelnie, robią rok przerwy albo wracają po latach. I to jest w porządku. Studia to nie wyrok, ostateczny wybór, to proces odkrywania siebie. Często dopiero w trakcie studiowania orientujemy się, czy dane środowisko, treści przekazywane przez wykładowców są dla nas odpowiednie, ciekawe, inspirujące. Czasem jest potrzebne doświadczenie frustracji, zmiany perspektyw, by podjąć decyzję bliższą sobie. I to nie jest błąd, czy zmarnowanie czasu, to nieodłączny krok w procesie poznawania siebie, swoich zainteresowań. Zmieniamy się, dojrzewamy, okrywamy siebie i to, co nam się wydawało w wieku osiemnastu lat, może się diametralnie zmienić. Młoda dorosłość to czas testowania, eksploracji, prób i błędów. To nie słabość, tylko dojrzewanie.
Studia to narzędzie
Studia nie będą definiowały całego Twojego życia. Z doświadczenia i opowieści jestem pewna, że znasz choć jedną osobę, która zawodowo pracuje w całkiem innym obszarze niż tematyka jego ukończonych studiów. I układa mu się dobrze, jest zadowolony z pracy i z tego, co robi. A ukończone studia zapisują się w jego doświadczeniu i chętnie do nich wraca wspomnieniami. Idealnym przykładem zmiany ścieżki zawodowej jest Carl Rogers, jeden z ważniejszych postaci w psychologii. Pochodził on z rodziny silnie religijnej, zajmującej się domem, rolnictwem i budownictwem. A więc zgodnie z tym rozpoczął studia z zakresu rolnictwa, po czym zmienił kierunek i zaczął studiować historię. Później rozpoczął szkolenie teologiczne, wierząc, że jest powołany do kapłaństwa. Wydarzenie trwało sześć miesięcy, po czym wrócił do historii. Jednak po zakończeniu studiów, zdecydował się na rozpoczęcie kształcenia w kierunku psychologii i to był strzał w dziesiątkę. Rogers nie tylko wywrócił psychoterapię do góry nogami, ale także opracował wiele nowych ścieżek psychologii, którymi posługujemy się do dzisiaj. Pracował aż do śmierci. To wszystko jest dowodem na to, że nawet ci, którzy dziś inspirują tysiące ludzi, zaczynali od szukania swojej drogi, często bardzo krętej.
Ty kontra tradycja
Tak jak Rogers, podejmując decyzję o swojej przyszłości, kierował się profesją bliskich mu osób, tak wielu młodych dorosłych, stojąc przed wyborem studiów, słyszy w tle ciche lub wręcz głośne głosy swoich bliskich: „W naszej rodzinie zawsze ktoś był lekarzem” czy „Po tym kierunku masz pewną pracę u mnie w firmie”. Choć te słowa mogą płynąć z troski i dobrych intencji, tworzą presję, która potrafi skutecznie zagłuszyć własne pragnienia. Taka decyzja podjęta dla kogoś często skutkuje wypaleniem już na początku ścieżki zawodowej, brakiem motywacji do nauki i działania, narastającym poczuciem frustracji, a czasem nawet depresją. Pojawia się wtedy konflikt wewnętrzny: potrzeba autonomii vs potrzeba akceptacji i przynależność. To bardzo trudne napięcie, szczególnie dla młodego człowieka, który próbuje zbudować swoją tożsamość. Podjęcie decyzji, która nie wpisuje się w rodzinny schemat, wymaga odwagi, ale też jest bardzo ważnym krokiem, w którym bierzemy odpowiedzialność za swoje życie. Nie jest to bunt przeciwko rodzinie, tylko postawienie na siebie, na wybór zgodny ze sobą.
Współczesny świat zmienia się w szybkim tempie, co wpływa na zmieniające się potrzeby, modyfikację sposobów pracy przez nowe technologie oraz rosnące oczekiwania wobec pracowników. W takim kontekście elastyczność staje się niezbędną kompetencją XXI wieku. Jest to niezwykle ważna umiejętność dostosowywania się do nieuchronnej zmiany, gotowość do nauki nowych rzeczy. Elastyczność to także moment, w którym się zatrzymamy i przyznamy, że to już nie służy i pora na coś innego. Nie jesteśmy zobowiązani być tym, kim postanowiliśmy być w trakcie szkoły, przed maturą, czy nawet w trakcie studiowania. To, że dziś myślimy inaczej, nie wynika z porażki, ale z tego, że dojrzeliśmy i poznajemy siebie.
Aleksandra Boda
Koordynatorka rejestracji CTiP w Namysłowie
Studentka psychologii













0 komentarzy