logo nfz

Artykuły

DDA – zatrzymani w trudnym dzieciństwie

sie 17, 2024 | Bez kategorii | 0 komentarzy

„…Wracając ze szkoły, zastanawiałem się, gdzie znajdę jego buty… Jeśli stały na półce w przedpokoju, ładnie i schludnie ułożone, to był trzeźwy. Jeśli były rozwalone, zdjęte w nieładzie, widziałem, że dziś znowu nie wyjdę z pokoju, albo będę słyszał ich kłótnie. Tato zazwyczaj chodził lekko podpity i ten stan nie był zły. Miał dobry humor, oglądał telewizję, czasami pokopał ze mną piłkę. Najgorzej było, jak się upił, tak, że się zataczał. Wtedy czepiał się mnie o wszystko. Wolałem siedzieć w pokoju cały dzień, aż zaśnie niż znowu słuchać tego wszystkiego. Mama, jak było dobrze, to była zazwyczaj uśmiechnięta, często piekła ciasta. Zapach świeżego drożdżowego kojarzy mi się ze spokojem, spacerem z rodzicami na lody. Wtedy było dobrze. Tylko że zawsze, kiedy było dobrze, wiedziałem, że następnego dnia lub za góra dwa, trzy, buty znowu będą rozwalone… nie umiałem się cieszyć ze spokoju, do dziś nie potrafię. Boję się, że zaraz wszystko się rozwali, a ja cały czas tylko czekam, żeby tak się stało. Nie umiem cieszyć się życiem, myślę, że nie dostrzegam tego, co mam, nie doceniam. Bo jak jest dobrze, to zaraz będzie źle, zaraz wszystko się rozwali…”

Tekst jest fragmentem wypowiedzi mężczyzny, który cierpi na syndrom DDA. Jest to najpopularniejszy schemat funkcjonowania współczesnych Polaków, dzisiejszych trzydziesto- i czterdziestolatków, wyrosłych w rodzinach dotkniętych problemem alkoholowym. Jest ich bardzo wielu z uwagi na to, że choroba alkoholowa jest najpowszechniejszym zaburzeniem psychicznym współczesnego społeczeństwa. Czy DDA to wyrok, z którym trzeba żyć?

Emocje

          Dziecko, które żyje pod jednym dachem z alkoholikiem i z także jego współuzależnionym partnerem, bardzo często jest głęboko straumatyzowane. Najogólniej jego świat emocjonalny to jedna wielka huśtawka. Tak jak u autora wypowiedzi powyżej, było dobrze, żeby nagle znowu się wszystko popsuło. Obietnica poprawy po kilku dniach trzeźwości rodzica, nagle legnie w gruzach, kiedy kolejnego dnia wraca do domu pijany. Nie spełnia obietnic, które złożył wielokrotnie. Rozbudza to w dziecku początkowo radość i nadzieję na coś dobrego, a następnie wywołuje ogromne rozczarowanie. Dziecko, którego życie zależy od niestabilnych emocjonalnie, czasami niebezpiecznych, a już na pewno nieodpowiedzialnych rodziców po prostu przede wszystkim się boi. Lęk towarzyszy mu wszędzie. Obawia się tego, czy tym razem rodzic będzie pijany, czy zacznie karczemną awanturę, czy wróci do domu, czy nie spadnie „po pijaku” ze schodów albo nie spowoduje wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu. Boi się, że spotka go na ulicy, idąc ze znajomymi. Boi się cały czas. Powoduje to ciągłe bycie w stanie czuwania. Bycie wyczulonym na wszelkie sygnały świadczące o tym, że rodzic wypił. Bo wtedy takie dziecko jest realnie zagrożone. W niebezpieczeństwie czasem jest jego życie czy życie innych członków rodziny, czasami zagrożone są podstawowe potrzeby jak jedzenie czy sen, bardzo często zagrożone jest jego poczucie własnej wartości. Dziecko pijącego rodzica, tuż obok lęku czuje ogromny wstyd. Dosłownie tak mocny, jak gdyby to ono piło i robiło te wszystkie straszne rzeczy pod wpływem alkoholu. Nie można zaprosić do domu koleżanki czy kolegi. Dziecko czuje, że musi ukrywać wstydliwy problem przed całym światem. Często izoluje się, ukrywa swoje życie, choć i tak czuje spojrzenia innych osób. Wstydzi się wyjść z domu, kiedy poprzedniego dnia głośna awantura była słyszana przez wszystkich sąsiadów i wstydzi się, kiedy pomyśli, że jego rówieśnicy prawdopodobnie widzieli rodzica pijanego lub kiedy kupował alkohol w supermarkecie. Powoduje to, że dziecko czuje się gorsze, jakby to ono chorowało. Skoro z twoją rodziną nie do końca jest wszystko w porządku, to z tobą z pewnością też, więc najlepiej unikać kontaktów. A co ze złością? Jest jej niewyobrażalny ogrom. Problem polega jednak na tym, że nie można jej wyrazić. Nie można przecież dokładać mamie, która już i tak ma tyle problemów z pijącym ojcem. Nie można wykrzyczeć pijącej matce tego, co o niej myślimy, bo bywa agresywna. Tymczasem pokłady gniewu stale narastają i trzeba jakoś je wyrazić. Najczęściej więc dzieci kierują ją na siebie, gdyż nie mają do niej prawa. Smutek również pojawia się bardzo często i wiąże się z poczuciem odrzucenia i samotności. Dzieci w rodzinach alkoholowych są bardzo samotne. Nieobecny pijący rodzic, często nie jest zdolny do bliskości i nie potrafi wypełniać właściwie swojej roli, zajęty piciem. Jego partner, drugi rodzic jest zajęty „obsługiwaniem” picia partnera – awanturami, załatwieniem spraw za dwoje, swoją złością, frustracją i smutkiem. Dziecko zostaje więc zupełnie samo, z wszystkim co spotyka je na co dzień. To bardzo smutne.

Relacje

          Dzieci, żyjące pod jednym dachem z pijącym rodzicem są osobami bardzo wrażliwymi i empatycznymi. Doskonale odczytują stany emocjonalne innych. Są w tym mistrzami. Często wśród rówieśników pełnią rolę ratowników, odpowiedzialnych „starych – maleńkich”, którzy potrafią o wszystko zadbać i o wszystkim pamiętać. To umiejętność, która przydaje im się w rodzinnej codzienności, kiedy po jednym mrugnięciu powieką, pijącego rodzica odczytują, ile piw już dzisiaj wypił. W dorosłości potrafią przewidzieć zbliżające się niebezpieczeństwo, jak gdyby miały szósty zmysł. Choć wydaje się to być pomocne w codziennym życiu, tak naprawdę jest niezwykle męczące. Życie w ciągłej gotowości z zapaloną czerwoną lampką może szybko rozładować baterie. Dzieci alkoholików są nadopowiedzialne. Zmusza je do tego ich system rodzinny, który wpycha w taką rolę. Zazwyczaj nie sprawiają problemów. Nie mają też przestrzeni na beztroskie dzieciństwo, więc bardzo szybko dorastają. Dochodzi do odwrócenia ról, trzeba być odpowiedzialnym i dostosować się do sytuacji. Pomagać i ratować, aby rodzina mogła przetrwać. W dorosłym życiu jest podobnie. Niestety często, aby żyć w znanym, choć szkodliwym schemacie wchodzą w relacje z uzależnionymi, sami stając się współuzależnionymi.

Niezliczone, niespełnione obietnice z dzieciństwa bardzo często powodują, że trudno jest uwierzyć w czyjeś dobre intencje. Trudno jest także uwierzyć, że kiedy spotyka taką osobę coś dobrego, to będzie tak na długo. Dorosłe dzieci alkoholików zostały mocno zawiedzione w dzieciństwie. Teraz trudno jest im zaufać w dobre intencje świata. Podobnie jak autor wypowiedzi z początku artykułu, nie cieszą się życiem. Tak jakby czuły, że tuż za rogiem czai się coś niedobrego, a to, co pozytywne, nie jest prawdziwe i zaraz zniknie. 

Jak jest w relacjach? Często zawiedzione zaufanie i poczucie zagrożenia ze strony najbliższych osób, mocno wpływają na zdolność do budowania prawidłowych relacji w dorosłym życiu. DDA nie pozwala się do siebie za bardzo zbliżyć z obawy przed zranieniem. Nie ufają w czyste intencje, wietrząc podstęp i kolejne rozczarowanie. Z drugiej strony, będąc w relacji, pozwalają na przekraczanie swoich granic. Trwają przy drugim człowieku, bez względu na to jak źle są traktowane, boją się, że znowu zostaną odrzucone i znowu będą osamotnione. Rezygnują z własnych potrzeb, bo ich potrzeby rzadko były ważne.

Przedkładają dobro innych nad swoje własne, bo nie wierzą, że są coś warte. Doskonale wywiązują się z ról pracownika czy rodzica – opiekuna, co jest pokłosiem bycia dojrzałym już w wieku dziecięcym. Wraz ze złością i innymi trudnymi emocjami dzieci z rodzin alkoholowych stłumiły także swoje własne pragnienia i potrzeby, tym samym uznając, że niewiele znaczą, albo znaczą coś tylko wtedy, kiedy robią coś dla innych. To bardzo mocno wpływa na poczucie własnych wartości.

„Co cię nie zabije…”

          Dorosłe dzieci alkoholików, choć wydają się twardo stąpać po ziemi, być zaradne i używając kolokwializmu „ogarnięte”, tak naprawdę żyją w uwięzione w przeszłości. To, czego doświadczyły na początku swojego życia, mocno ukierunkowało wiele ich wyborów i sposobów postrzegania świata.  Często, aby przetrwać trudny czas, tworzyły fałszywe ja, które jest niejako sumą mechanizmów obronnych. Banalne powiedzenie „co cię nie zabije, to cię wzmocni” nabiera w ich przypadku głębokiego sensu. Nie jest jednak tak, że wzrastanie w rodzinie alkoholowej determinuje naszą drogę i sposób postrzegania świata. Może być dużym bagażem, który ciężko nieść przez życie, ale jednocześnie może stać się bagażem, z którego można nieustannie czerpać. Jak z każdego cierpienia. Psychoterapia, czyli bezpieczna, dobra relacja z dojrzałym, dorosłym człowiekiem mogą być doskonałym miejscem do przeżycia i przepracowania traum z dzieciństwa. Poznanie trudności i uznanie cierpienia mogą przynieść ogromną ulgę w jego dźwiganiu. DDA i trauma jakiej doświadczyły, powoduje, że utykają w trudnym dzieciństwie. Powrót do tego czasu i ponowne przeżycie, uwolnienie emocji, stłumionych przez lata ratowania siebie w bezpiecznej i dojrzałej relacji ma spowodować progres. Nie da się cofnąć przeszłości. Nie można oczekiwać od rodziców, że naprawią to, co zostało „rozwalone” kiedyś, bo dali nam co mogli, w tamtym momencie. Można spojrzeć jednak w przeszłość i uznać te wszystkie trudności, z jakimi mierzyło się to dzielne dziecko pijącego rodzica i zacząć żyć, idąc dalej i nie zatrzymując się już w dzieciństwie.

Anna Foltyńska

Psycholożka
Psychoterapeutka w procesie certyfikacji
w nurcie systemowo-ericksonowskim

0 komentarzy

Ostatnie artykuły

„Mamo boli mnie brzuch!” O lęku dziecięcym

„Mamo boli mnie brzuch!” O lęku dziecięcym

Lęk jest jedną z najbardziej podstawowych emocji człowieka. Towarzyszy nam od pierwszych miesięcy życia i pełni ważną funkcję adaptacyjną, chroniąc przed zagrożeniem oraz mobilizując do działania. W rozwoju dziecka naturalne jest pojawianie się różnych lęków — przed...

Dlaczego higiena snu to najlepszy prezent dla Twojego mózgu?

Dlaczego higiena snu to najlepszy prezent dla Twojego mózgu?

Z okazji Europejskiego Dnia Mózgu przyjrzymy się jednemu z najważniejszych, a jednocześnie najbardziej zaniedbanych filarów zdrowia psychicznego. Sen, o którym mowa w dzisiejszych czasach jest coraz częściej postrzegany, jako dobro luksusowe, albo czynność, na którą...

Mózg w depresji

Mózg w depresji

Z okazji Dnia Depresji warto przeanalizować coś, o czym pacjenci z różnych powodów nie mówią swojemu lekarzowi. Często mając na myśli depresję, pierwsze skojarzenie, które przychodzi nam do głowy to smutek, płaczliwość, brak energii. Jednak obok tego często towarzyszą...

Pomagacze też miewają depresję

Pomagacze też miewają depresję

Pomaganie innym to nie tylko zawód, ale także misja. Psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, pielęgniarki, lekarze czy nauczyciele codziennie stają przed trudnym zadaniem wspierania innych w ich najbardziej osobistych kryzysach emocjonalnych, psychicznych czy fizycznych....

„ Od jutra dieta!”.  O kompulsywnym objadaniu się

„ Od jutra dieta!”.  O kompulsywnym objadaniu się

„… Jem, nawet kiedy nie jestem głodna, najczęściej po ciężkim dniu w pracy. Czasem tego jedzenia jest tyle, że aż mnie brzuch boli, jest mi niedobrze, a z drugiej strony, choć wiem, że dawno się najadłam, nie mogę przestać. Jakiś głos wewnątrz mnie mówi, że jeszcze...

Nowy Rok, ta sama osoba – czy naprawdę musimy się zmieniać?

Nowy Rok, ta sama osoba – czy naprawdę musimy się zmieniać?

Początek roku ma w sobie coś symbolicznego. Jakby noc z 31 grudnia na 1 stycznia była cienką linią oddzielającą „stare ja” od „nowego ja”. Wraz z nią pojawia się ciche – a czasem bardzo głośne – oczekiwanie: teraz trzeba coś zmienić. Siebie. Swoje ciało. Swoje nawyki....

Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!

Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!

Święty Mikołaj jest jedną z najbardziej uwielbianych postaci kultury zachodniej i symbolem świątecznym wszystkich dzieci. Jednak towarzyszy mu również mroczne ostrzeżenie: “Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!”. To zdanie, wymawiane przez pokolenia...

Niewidzialny scenariusz

Niewidzialny scenariusz

Listopad to miesiąc, w którym mocno koncentrujemy się na  temacie przemocy wobec dzieci, wspierając kampanię, taką jak Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Udział w akcji wzięło wiele instytucji i placówek, a to dowód na to, że o przemocy wiemy już dużo, przede wszystkim,...

Systemowy klaps

Systemowy klaps

Kiedy rozmawiałam z rodzicem, który ściszonym głosem przyznał, że „nawet nie zauważył, kiedy krzyk stał się codziennością”, zobaczyłam paradoks znany z pracy terapeutycznej: człowiek może przez lata żyć w hałasie, a mimo to nie usłyszeć własnego głosu. Przemoc wobec...