<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jakub Pankowski, Autor w serwisie Centrum Terapii i Psychoedukacji</title>
	<atom:link href="https://centrum-terapii.com/author/jakub-pankowski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://centrum-terapii.com/author/jakub-pankowski/</link>
	<description>Agata Mróz-Pankowska, Sławomir Pankowski s.c.</description>
	<lastBuildDate>Mon, 08 Jun 2026 19:29:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://centrum-terapii.com/wp-content/uploads/2023/11/cropped-logo_kolo-1-32x32.png</url>
	<title>Jakub Pankowski, Autor w serwisie Centrum Terapii i Psychoedukacji</title>
	<link>https://centrum-terapii.com/author/jakub-pankowski/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Granice psychiczne – między bliskością a autonomią</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/granice-psychiczne-miedzy-bliskoscia-a-autonomia/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 08 Jun 2026 19:29:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228909</guid>

					<description><![CDATA[<p>W codziennym języku coraz częściej mówi się o „stawianiu granic”. Pojęcie to pojawia się w mediach społecznościowych, psychoterapii, rozmowach o relacjach i dobrostanie psychicznym. Stało się niejako modnym trendem. Często więc granice są rozumiane jako bardzo uproszczone –  to umiejętność mówienia „nie” albo odcinania się od trudnych ludzi. Tymczasem psychologia pokazuje, że granice są znacznie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/granice-psychiczne-miedzy-bliskoscia-a-autonomia/">Granice psychiczne – między bliskością a autonomią</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">W codziennym języku coraz częściej mówi się o „stawianiu granic”. Pojęcie to pojawia się w mediach społecznościowych, psychoterapii, rozmowach o relacjach i dobrostanie psychicznym. Stało się niejako modnym trendem. Często więc granice są rozumiane jako bardzo uproszczone –  to umiejętność mówienia „nie” albo odcinania się od trudnych ludzi. Tymczasem psychologia pokazuje, że granice są znacznie bardziej złożonym zjawiskiem. Nie są murem oddzielającym nas od świata, lecz żywą strukturą regulującą kontakt z innymi. Pozwalają zachować własną tożsamość, a jednocześnie pozostawać w relacji.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Perspektywa terapii systemowej i ericksonowskiej wnosi do rozumienia granic szczególną głębię. Oba podejścia odchodzą od prostego myślenia o człowieku jako izolowanej jednostce. Zamiast tego widzą go jako część systemów relacyjnych – rodziny, związku, środowiska pracy czy kultury. Granice nie są więc wyłącznie indywidualną cechą psychiczną, ale sposobem organizowania relacji i komunikacji. W terapii systemowej granice stanowią jeden z kluczowych elementów funkcjonowania rodziny. Salvador Minuchin, twórca terapii strukturalnej, opisywał rodzinę jako system podsystemów: partnerskiego, rodzicielskiego czy dziecięcego. Każdy z nich potrzebuje odpowiednich granic, aby móc pełnić swoją funkcję. Problem pojawia się wtedy, gdy granice stają się zbyt sztywne albo zbyt rozmyte.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Sztywne granice prowadzą do emocjonalnego oddalenia. Członkowie rodziny funkcjonują obok siebie, ale nie razem. Trudno mówić o uczuciach, prosić o pomoc czy doświadczać autentycznej bliskości. W takich systemach dzieci często uczą się nadmiernej samodzielności i tłumienia emocji. Dorosłe życie może wtedy wyglądać „poprawnie”, ale wewnętrznie pojawia się samotność i trudność w budowaniu głębokich relacji. Rozmyte granice tworzą z kolei nadmierne uwikłanie emocjonalne. W rodzinie trudno odróżnić własne potrzeby od potrzeb innych osób. Konflikty jednego członka systemu szybko stają się problemem wszystkich. Dzieci bywają wciągane w sprawy dorosłych, a autonomia może być odbierana jako zagrożenie dla więzi. W dorosłości osoby wychowane w takich systemach często mają trudność z odmawianiem, odczuwają silne poczucie winy przy separacji i przejmują odpowiedzialność za emocje innych.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Systemowe rozumienie granic pokazuje, że człowiek nie uczy się ich w izolacji. Granice rozwijają się w doświadczeniu relacyjnym. Dziecko poznaje swoje emocje i potrzeby dzięki temu, że ktoś je zauważa i respektuje. Jeśli rodzic potrafi przyjąć dziecięce „nie”, jednocześnie zachowując swoją rolę opiekuna, dziecko uczy się, że można być blisko i jednocześnie odrębnym. To jedna z najważniejszych lekcji psychologicznych. W praktyce terapeutycznej często okazuje się, że trudności z granicami nie wynikają z braku wiedzy, lecz z głęboko zakorzenionych wzorców lojalności rodzinnej. Ktoś może intelektualnie rozumieć potrzebę dbania o siebie, ale emocjonalnie doświadczać tego jako egoizmu lub zdrady. W terapii systemowej takie reakcje nie są traktowane jako „błędy jednostki”, lecz jako element historii całego systemu rodzinnego.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Perspektywa ericksonowska wnosi do tematu granic jeszcze inny wymiar. Milton Erickson, psychiatra i psychoterapeuta, zakładał, że człowiek posiada naturalne zasoby do rozwoju i adaptacji. Zamiast koncentrować się wyłącznie na problemie, kierował uwagę na potencjał zmiany ukryty w doświadczeniu klienta. W tym podejściu granice nie są narzuconą strukturą, lecz procesem odzyskiwania kontaktu ze sobą. Terapia ericksonowska podkreśla znaczenie języka, metafory i nieświadomych procesów psychicznych. Często człowiek „wie”, że jego granice są przekraczane, zanim potrafi to logicznie nazwać. Ciało reaguje napięciem, zmęczeniem, wycofaniem albo irytacją. Erickson zwracał uwagę, że symptomy psychiczne bywają próbą ochrony integralności osoby. To, co wydaje się problemem, może być nieświadomą strategią przetrwania. Osoba, która nie potrafi odmówić, często nie jest po prostu „zbyt słaba”. Być może przez lata nauczyła się, że bezpieczeństwo zależy od zaspokajania cudzych potrzeb. Ktoś, kto izoluje się od ludzi, niekoniecznie odrzuca relacje – czasem chroni się przed doświadczeniem przeciążenia lub odrzucenia. Ericksonowskie podejście zachęca do patrzenia na zachowania z większą ciekawością i szacunkiem dla ich funkcji.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W terapii granice buduje się nie tylko poprzez analizę, ale także poprzez nowe doświadczenie relacyjne. Terapeuta respektuje tempo klienta, nie narzuca interpretacji i uważnie obserwuje sygnały świadczące o komforcie lub przeciążeniu. Sama relacja terapeutyczna staje się miejscem uczenia się bezpiecznych granic. Klient może po raz pierwszy doświadczyć sytuacji, w której jego potrzeby są zauważane bez oceniania czy nacisku.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Ważnym aspektem granic jest również ich dynamiczny charakter. Granice nie są czymś raz ustalonym. Zmieniają się wraz z etapem życia, doświadczeniami i kontekstem relacji. Innych granic potrzebujemy w pracy, innych w związku, a jeszcze innych wobec rodziców czy dzieci. Psychologiczna dojrzałość polega nie na sztywności, lecz na elastyczności – umiejętności dostosowania poziomu otwartości i ochrony do konkretnej sytuacji. W kulturze indywidualizmu łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że zdrowe granice oznaczają pełną niezależność. Tymczasem człowiek jest istotą relacyjną. Potrzebujemy więzi, wsparcia i współzależności. Problem nie polega na tym, że jesteśmy związani z innymi, ale na tym, czy możemy pozostać sobą w relacji. Zdrowe granice nie niszczą bliskości – przeciwnie, umożliwiają ją. Bez poczucia odrębności trudno o autentyczny kontakt.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Często największym wyzwaniem nie jest samo powiedzenie „nie”, lecz wytrzymanie emocji, które pojawiają się później. Lęk przed odrzuceniem, poczucie winy czy napięcie wewnętrzne mogą być bardzo silne. Terapia systemowa pomaga zrozumieć, skąd biorą się te reakcje, a podejście ericksonowskie wspiera rozwijanie nowych sposobów przeżywania siebie. Zmiana granic nie jest więc jedynie techniką komunikacyjną, ale głębokim procesem reorganizacji doświadczenia. Interesujące jest także to, że granice ujawniają się nie tylko w słowach, ale również w ciele. Postawa, ton głosu, sposób oddychania czy kontakt wzrokowy przekazują informacje o tym, gdzie kończy się przestrzeń psychiczna jednej osoby, a zaczyna drugiej. Osoby wychowane w środowiskach naruszających granice często mają trudność z odczytywaniem sygnałów płynących z ciała. Mogą ignorować zmęczenie, napięcie czy dyskomfort, dopóki organizm nie zacznie reagować objawami psychosomatycznymi.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dlatego praca nad granicami bywa jednocześnie pracą nad odzyskiwaniem kontaktu ze sobą. Nie chodzi wyłącznie o zmianę zachowania wobec innych ludzi, ale o rozwijanie uważności na własne doświadczenie. Granice zaczynają się tam, gdzie człowiek potrafi zauważyć swoje emocje, potrzeby i ograniczenia.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Z perspektywy psychoterapii dojrzałe granice nie są oznaką egoizmu ani chłodu emocjonalnego. Są wyrazem odpowiedzialności za siebie i relację. Człowiek, który zna swoje granice, nie musi kontrolować innych ani stale bronić swojej autonomii. Potrafi być blisko bez utraty siebie i zachować siebie bez konieczności izolacji. Być może właśnie dlatego temat granic budzi dziś tak duże zainteresowanie. W świecie pełnym przeciążenia informacyjnego, presji społecznej i szybkich zmian coraz więcej osób doświadcza trudności w odróżnianiu własnych potrzeb od oczekiwań otoczenia. Psychoterapia systemowa i ericksonowska przypominają, że granice nie rodzą się z walki przeciwko ludziom, lecz z głębszego kontaktu ze sobą i z relacją.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Granice nie są końcem bliskości. Są jej warunkiem.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Anna Foltyńska</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/granice-psychiczne-miedzy-bliskoscia-a-autonomia/">Granice psychiczne – między bliskością a autonomią</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Żałoba – język straty</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/zaloba-jezyk-straty/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 29 May 2026 14:17:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228902</guid>

					<description><![CDATA[<p>Żałoba przychodzi jak zmiana pory roku, której nikt nie zapowiadał. Jeszcze wczoraj było lato, a dziś budzisz się w środku zimy. Powietrze jest cięższe, światło jakby przygaszone, a dźwięki dochodzą z daleka, jakby przez grubą warstwę śniegu. To doświadczenie tak pierwotne i tak ludzkie, że trudno je ubrać w jednoznaczne definicje. A jednak próbujemy, bo [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/zaloba-jezyk-straty/">Żałoba – język straty</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Żałoba przychodzi jak zmiana pory roku, której nikt nie zapowiadał. Jeszcze wczoraj było lato, a dziś budzisz się w środku zimy. Powietrze jest cięższe, światło jakby przygaszone, a dźwięki dochodzą z daleka, jakby przez grubą warstwę śniegu. To doświadczenie tak pierwotne i tak ludzkie, że trudno je ubrać w jednoznaczne definicje. A jednak próbujemy, bo potrzebujemy rozumieć to, co nas zalewa od środka. Żałoba nie jest chorobą. Jest procesem. Ruchem psychiki, która próbuje oswoić coś, co z natury rzeczy jest nieoswajalne – stratę. Kiedy tracimy kogoś bliskiego, nie tracimy tylko osoby. Tracimy fragment naszej codzienności, naszą przyszłość, pewne wyobrażenia o sobie. To tak, jakby ktoś wyjął cegłę z konstrukcji, na której opierało się całe piętro naszego życia. Nagle wszystko zaczyna się chwiać, a my próbujemy złapać równowagę.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Na początku często pojawia się odrętwienie. To moment, w którym umysł działa jak bezpiecznik, odcinając dopływ nadmiaru emocji. Można wtedy funkcjonować, załatwiać formalności, rozmawiać z ludźmi, a jednocześnie czuć się jak aktor grający własne życie. To nie jest brak uczuć. To ich chwilowe zamrożenie. Organizm daje sobie czas. Potem przychodzi fala. Czasem jedna, czasem wiele. Smutek, złość, poczucie niesprawiedliwości, a nawet ulga, jeśli relacja była trudna. Żałoba nie jest moralna. Nie ocenia tego, co czujemy. Ona po prostu pozwala temu wszystkiemu wypłynąć. Można ją porównać do morza po sztormie. Fale są nierówne, czasem wysokie, czasem spokojniejsze, ale zawsze w ruchu. Próba zatrzymania ich siłą kończy się tym, że woda i tak znajdzie ujście, tylko w mniej przewidywalny sposób.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Z czasem zaczyna się etap, który bywa najtrudniejszy do uchwycenia. To moment reorganizacji. Życie powoli układa się na nowo, ale już inaczej. Uczymy się funkcjonować bez tej osoby, choć słowo „bez” jest tu mylące. Bo tak naprawdę uczymy się żyć „z jej brakiem”. To subtelna, ale istotna różnica. Brak staje się częścią naszej rzeczywistości, jak cień, który nie znika, ale przestaje przesłaniać całe światło. W prawidłowym przebiegu żałoby ten proces jest dynamiczny. Są dni lepsze i gorsze. Są momenty, w których można się śmiać, a chwilę później coś zupełnie drobnego – zapach, piosenka, widok znajomej ulicy – otwiera drzwi do intensywnego smutku. To nie oznacza, że coś idzie nie tak. To oznacza, że pamięć i emocje wciąż się integrują. Można powiedzieć, że żałoba przypomina gojenie się rany. Na początku jest otwarta, bolesna, wymaga uwagi. Z czasem tworzy się blizna. Nie znika całkowicie, ale przestaje krwawić. Czasem jednak coś ją drażni i znów daje o sobie znać. To naturalne.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Są jednak sytuacje, w których proces żałoby zostaje zaburzony. To tak, jakby rana nie mogła się zamknąć albo przeciwnie – została zaszyta zbyt szybko, zanim organizm był na to gotowy. Jednym z takich zaburzeń jest tzw. żałoba przedłużona, kiedy intensywne objawy utrzymują się przez długi czas, nie zmieniając swojej jakości. Osoba może być uwięziona w ciągłym poczuciu pustki, niezdolna do powrotu do jakiejkolwiek formy zaangażowania w życie. Innym przykładem jest żałoba zahamowana. Na zewnątrz wszystko wygląda „w porządku”. Ktoś wraca szybko do pracy, funkcjonuje, nie mówi o stracie. Ale emocje nie znikają. One schodzą głębiej, często manifestując się poprzez ciało, napięcia, bezsenność, drażliwość. To jak próba zamknięcia drzwi do pomieszczenia pełnego dymu. Dym nie znika. On tylko zaczyna się przedostawać przez szczeliny.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Zdarza się też żałoba zdominowana przez poczucie winy albo złość, które nie znajdują ujścia. W takich przypadkach proces zatrzymuje się w jednym punkcie, Zamiast ruchu pojawia się powtarzalność.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Warto jednak podkreślić coś, co bywa nieintuicyjne. Żałoba sama w sobie nie wymaga psychoterapii. Co więcej, w wielu przypadkach jest przeciwwskazaniem do jej rozpoczynania. Dlaczego? Bo żałoba jest naturalnym procesem regulacyjnym psychiki. To sposób, w jaki organizm radzi sobie ze stratą. Wchodzenie w psychoterapię zbyt wcześnie może zakłócić ten proces, narzucając strukturę tam, gdzie potrzebna jest płynność. Psychoterapia zakłada pewien poziom stabilności i gotowości do refleksji. Tymczasem żałoba często jest stanem, w którym dominują doświadczenia emocjonalne, a zdolność do ich analizy jest ograniczona. To trochę jak próba omawiania architektury domu w momencie, gdy trwa w nim pożar. Najpierw trzeba pozwolić ogniowi się wypalić, a dopiero potem przyglądać się konstrukcji. Nie oznacza to oczywiście, że osoba w żałobie powinna być sama. Wręcz przeciwnie. Kluczowe jest wsparcie społeczne, obecność innych ludzi, możliwość bycia wysłuchanym bez oceniania. Różnica polega na tym, że nie chodzi o „pracę nad sobą”, ale o bycie w doświadczeniu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Psychoterapia staje się zasadna wtedy, gdy proces żałoby ulega wyraźnemu zaburzeniu. Kiedy zamiast stopniowego ruchu pojawia się stagnacja, kiedy emocje są tak przytłaczające, że uniemożliwiają funkcjonowanie, albo przeciwnie – gdy są całkowicie odcięte. Wtedy terapia może pomóc odblokować proces, przywrócić jego naturalny bieg. Czasem mylimy intensywność żałoby z jej patologią. Ktoś płacze codziennie przez kilka miesięcy i zaczyna się zastanawiać, czy „to już za dużo”. Ale żałoba nie ma jednego właściwego tempa. Jest tak indywidualna, jak relacja, którą opłakujemy. Nie da się jej przyspieszyć ani zaplanować. Próby „ogarnięcia się” na siłę często prowadzą do tego, że proces tylko się wydłuża.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W moim doświadczeniu żałoba przypomina naukę chodzenia po nowym terenie. Na początku każdy krok jest niepewny, grunt wydaje się niestabilny. Z czasem pojawia się większa pewność, choć krajobraz już nigdy nie jest taki sam jak wcześniej. I to jest w porządku. Bo celem żałoby nie jest powrót do tego, co było. To niemożliwe. Jej celem jest stworzenie miejsca dla tego, co było, w tym, co jest teraz. To miejsce bywa ciche i nie zawsze spektakularne. Czasem objawia się w prostych gestach, w pamięci, w sposobie, w jaki mówimy o tej osobie. To jak noszenie w sobie niewidzialnej nici, która łączy nas z kimś, kto fizycznie już nie jest obecny. Żałoba uczy też pokory wobec czasu. Nie przyspieszy się jej, nie da się jej „przepracować” w weekend. Ona potrzebuje przestrzeni. I choć bywa bolesna, jest też dowodem na to, że relacja była ważna. Że coś naprawdę istniało. Być może najtrudniejsze w żałobie jest to, że nie da się jej rozwiązać jak problemu. Nie ma tu prostych odpowiedzi ani jednoznacznych zakończeń. Jest raczej proces, który z czasem zmienia swoją formę. I może właśnie na tym polega jej sens. Nie na tym, żeby przestało boleć, ale żeby ból przestał być jedynym językiem, w jakim opowiadamy o stracie.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Anna Foltyńska</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/zaloba-jezyk-straty/">Żałoba – język straty</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>„Mamo boli mnie brzuch!” O lęku dziecięcym</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/mamo-boli-mnie-brzuch-o-leku-dzieciecym/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Mar 2026 17:58:22 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228871</guid>

					<description><![CDATA[<p>Lęk jest jedną z najbardziej podstawowych emocji człowieka. Towarzyszy nam od pierwszych miesięcy życia i pełni ważną funkcję adaptacyjną, chroniąc przed zagrożeniem oraz mobilizując do działania. W rozwoju dziecka naturalne jest pojawianie się różnych lęków — przed obcymi, ciemnością, rozstaniem z rodzicem czy oceną rówieśników. Problem zaczyna się wtedy, gdy lęk przestaje być chwilowym sygnałem [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/mamo-boli-mnie-brzuch-o-leku-dzieciecym/">„Mamo boli mnie brzuch!” O lęku dziecięcym</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Lęk jest jedną z najbardziej podstawowych emocji człowieka. Towarzyszy nam od pierwszych miesięcy życia i pełni ważną funkcję adaptacyjną, chroniąc przed zagrożeniem oraz mobilizując do działania. W rozwoju dziecka naturalne jest pojawianie się różnych lęków — przed obcymi, ciemnością, rozstaniem z rodzicem czy oceną rówieśników. Problem zaczyna się wtedy, gdy lęk przestaje być chwilowym sygnałem ostrzegawczym, a staje się stałym tłem funkcjonowania, ograniczając spontaniczność, ciekawość świata i poczucie bezpieczeństwa. Zaburzenia lękowe u dzieci należą do najczęstszych trudności psychicznych wieku rozwojowego, a jednocześnie często pozostają nierozpoznane, ponieważ objawy bywają mylone z nieśmiałością, wrażliwością lub trudnym etapem dorastania.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Obraz objawów zaburzeń lękowych u dzieci jest zróżnicowany i zmienia się wraz z wiekiem. U młodszych dzieci lęk często wyraża się poprzez ciało. Pojawiają się somatyzacje taki jak bóle brzucha, nudności, bóle głowy, napięcie mięśniowe, trudności ze snem czy nagłe zmęczenie. Dziecko może nie potrafić nazwać emocji, ale jego organizm reaguje tak, jakby stale znajdował się w stanie alarmu. W wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym częstym objawem jest lęk separacyjny, czyli intensywna obawa przed rozstaniem z opiekunem, połączona z płaczem, protestem oraz objawami somatycznymi w sytuacjach takich jak wyjście do szkoły czy nocowanie poza domem. U starszych dzieci i nastolatków dominują obawy społeczne, lęk przed oceną, porażką, kompromitacją lub nadmierne zamartwianie się różnymi aspektami życia, od wyników w nauce po zdrowie własne i bliskich. Charakterystyczne jest to, że lęk wykracza poza realne zagrożenie i utrzymuje się mimo racjonalnych zapewnień otoczenia.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Unikanie lub agresja</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Dzieci z zaburzeniami lękowymi często unikają sytuacji, które wywołują napięcie. Unikanie przynosi chwilową ulgę, ale w dłuższej perspektywie wzmacnia problem, ponieważ dziecko nie ma okazji przekonać się, że potrafi poradzić sobie z trudnością. W konsekwencji świat stopniowo się zawęża. Zamiast eksploracji pojawia się wycofanie, zamiast ciekawości — ostrożność granicząca z lękiem. W środowisku szkolnym może to być widoczne jako niechęć do odpowiadania przy tablicy, trudności w nawiązywaniu relacji, perfekcjonizm lub przeciwnie — pozorna obojętność maskująca napięcie. Niektóre dzieci reagują drażliwością, wybuchami złości czy płaczem, co bywa błędnie interpretowane jako problemy wychowawcze, podczas gdy w rzeczywistości jest przejawem przeciążonego układu nerwowego.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Szacuje się, że zaburzenia lękowe dotyczą od około 7 do 15 procent dzieci i młodzieży, w zależności od przyjętych kryteriów diagnostycznych i badanej populacji. Oznacza to, że w przeciętnej klasie szkolnej może znajdować się kilkoro dzieci z istotnymi objawami lęku. Co ważne, początek zaburzeń lękowych często przypada na dzieciństwo, a nieleczone mogą utrzymywać się w dorosłości, zwiększając ryzyko depresji, uzależnień czy trudności w relacjach interpersonalnych. Wczesne rozpoznanie i wsparcie mają więc ogromne znaczenie profilaktyczne.</p>



<h2 class="wp-block-heading">„Nie biegnij, bo się przewrócisz!”</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Mechanizmy powstawania zaburzeń lękowych są wieloczynnikowe. Istotną rolę odgrywają predyspozycje biologiczne, w tym temperament dziecka. Niektóre dzieci rodzą się z bardziej wrażliwym układem nerwowym, silniej reagującym na bodźce i trudniej adaptującym się do zmian. Taka wrodzona reaktywność sama w sobie nie jest zaburzeniem, ale może zwiększać podatność na rozwój lęku w niesprzyjających warunkach środowiskowych. Kluczowe znaczenie ma kontekst rodzinny, który może działać zarówno ochronnie, jak i ryzykownie.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Rodzina jest pierwszym środowiskiem regulacji emocji. Dziecko uczy się od opiekunów, czy świat jest miejscem bezpiecznym, czy raczej pełnym zagrożeń. Nadmiernie lękowy styl wychowania, oparty na częstym ostrzeganiu, kontrolowaniu i wyręczaniu dziecka, może nieświadomie wzmacniać przekonanie, że samodzielne radzenie sobie jest niebezpieczne. Z kolei wysoki poziom napięcia w rodzinie, konflikty, niestabilność emocjonalna opiekunów czy doświadczenia traumatyczne mogą prowadzić do chronicznego poczucia braku bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że rodzice „powodują” zaburzenia lękowe. Znacznie trafniej jest myśleć o rodzinie jako o systemie wzajemnych oddziaływań, w którym temperament dziecka, styl wychowania, stresory życiowe i czynniki biologiczne splatają się w złożoną całość. Istotnym mechanizmem jest modelowanie emocji. Dzieci obserwują, jak dorośli reagują na trudności, niepewność i zagrożenie. Jeśli opiekun sam doświadcza silnego lęku, katastrofizuje sytuacje lub unika wyzwań, dziecko może przejmować podobne schematy interpretacji rzeczywistości. Równie ważna jest jakość więzi. Bezpieczna relacja, oparta na dostępności emocjonalnej i przewidywalności, działa jak emocjonalna poduszka na stres. Pomaga dziecku” łagodnie wylądować” w trudnym emocjonalnie momencie. Dziecko, które ma doświadczenie bycia wysłuchanym i zrozumianym, łatwiej reguluje napięcie i podejmuje wyzwania rozwojowe.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Pomoc dziecku z zaburzeniami lękowymi zaczyna się od zrozumienia, że jego reakcje nie są „wymysłem” ani manipulacją, lecz realnym doświadczeniem emocjonalnym. Lęk nie znika pod wpływem logicznych argumentów czy nakazów typu „nie bój się”. Kluczowe jest uznanie emocji przy jednoczesnym wzmacnianiu kompetencji radzenia sobie. Dziecko potrzebuje komunikatu: „Widzę, że jest ci trudno, ale wierzę, że możesz sobie z tym poradzić, a ja ci pomogę”. Taka postawa łączy empatię z zachęcaniem do stopniowej konfrontacji z trudnościami.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Co pomaga?</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W praktyce oznacza to unikanie zarówno nadmiernego chronienia, jak i bagatelizowania problemu. Nadopiekuńczość, choć wynika z troski, może utrwalać unikanie i przekonanie o własnej bezradności. Z kolei presja i krytyka zwiększają napięcie i poczucie wstydu. Najbardziej wspierające jest podejście oparte na małych krokach, w którym dziecko stopniowo doświadcza sukcesów w pokonywaniu lęku. Ważne jest też uczenie rozpoznawania sygnałów ciała, nazywania emocji oraz technik regulacji, takich jak spokojne oddychanie, relaksacja czy kierowanie uwagi. Nieocenioną rolę odgrywa codzienna przewidywalność i rutyna. Stałe pory snu, posiłków, nauki i odpoczynku tworzą ramy bezpieczeństwa dla układu nerwowego. Dzieci lękowe szczególnie potrzebują jasnych komunikatów, przygotowania do zmian i czasu na adaptację do nowych sytuacji. Warto również zwracać uwagę na styl komunikacji w rodzinie. Zamiast koncentrować się wyłącznie na zagrożeniach, dobrze jest równoważyć przekaz, podkreślając zasoby, możliwości i dotychczasowe sukcesy dziecka.</p>



<p class="wp-block-paragraph">W wielu przypadkach pomoc specjalisty jest bardzo skuteczna. Psychoterapia poznawczo-behawioralna, dostosowana do wieku dziecka, ma silne potwierdzenie naukowe w leczeniu zaburzeń lękowych. Uczy ona rozpoznawania myśli lękowych, stopniowej ekspozycji na trudne sytuacje oraz rozwijania umiejętności radzenia sobie. Wsparcie rodziców jest integralną częścią procesu terapeutycznego, ponieważ zmiany w środowisku domowym wzmacniają efekty pracy z dzieckiem. W niektórych sytuacjach, szczególnie przy nasilonych objawach, rozważa się także konsultację psychiatryczną. Reagowanie na lęk dziecka wymaga cierpliwości i uważności. Z perspektywy dorosłego wiele dziecięcych obaw wydaje się irracjonalnych, jednak dla dziecka są one doświadczeniem realnym i intensywnym. Pomocne jest zachowanie spokoju, ponieważ emocje dorosłego działają regulująco lub destabilizująco na dziecko. Jeśli opiekun reaguje napięciem lub frustracją, poziom pobudzenia dziecka rośnie. Jeśli natomiast dorosły pozostaje spokojny i obecny, układ nerwowy dziecka stopniowo się wycisza.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Lęk nie taki straszny</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Warto pamiętać, że lęk, choć trudny, niesie także potencjał rozwojowy. Pokonywanie obaw buduje poczucie sprawstwa, odporność psychiczną i zaufanie do własnych możliwości. Dziecko, które doświadcza wsparcia w radzeniu sobie z lękiem, uczy się, że emocje można regulować, a trudności są częścią życia, nie jego zaprzeczeniem. W tym sensie lęk jest jak burza widziana z okna bezpiecznego domu — może być gwałtowna, ale nie musi niszczyć, jeśli konstrukcja jest stabilna.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Najważniejszym przesłaniem dla rodziców i opiekunów jest to, że obecność, zrozumienie i konsekwencja mają ogromną moc terapeutyczną. Nie trzeba być perfekcyjnym, aby wspierać dziecko. Wystarczy być wystarczająco dobrym dorosłym, który potrafi zauważyć emocje, nazwać je i towarzyszyć w ich przeżywaniu. W świecie dziecka bezpieczeństwo nie rodzi się z braku trudności, lecz z doświadczenia, że nie jest się z nimi samemu.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Anna Foltyńska</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/mamo-boli-mnie-brzuch-o-leku-dzieciecym/">„Mamo boli mnie brzuch!” O lęku dziecięcym</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Dlaczego higiena snu to najlepszy prezent dla Twojego mózgu?</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/dlaczego-higiena-snu-to-najlepszy-prezent-dla-twojego-mozgu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 21 Mar 2026 05:22:46 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228868</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z okazji Europejskiego Dnia Mózgu przyjrzymy się jednemu z najważniejszych, a jednocześnie najbardziej zaniedbanych filarów zdrowia psychicznego. Sen, o którym mowa w dzisiejszych czasach jest coraz częściej postrzegany, jako dobro luksusowe, albo czynność, na którą nie można sobie pozwolić, między innymi ze względu na brak czasu. Najczęściej wybrzmiewa to z ust świeżo upieczonych rodziców, od [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/dlaczego-higiena-snu-to-najlepszy-prezent-dla-twojego-mozgu/">Dlaczego higiena snu to najlepszy prezent dla Twojego mózgu?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Z okazji Europejskiego Dnia Mózgu przyjrzymy się jednemu z najważniejszych, a jednocześnie najbardziej zaniedbanych filarów zdrowia psychicznego. Sen, o którym mowa w dzisiejszych czasach jest coraz częściej postrzegany, jako dobro luksusowe, albo czynność, na którą nie można sobie pozwolić, między innymi ze względu na brak czasu. Najczęściej wybrzmiewa to z ust świeżo upieczonych rodziców, od osób pracujących na kilka etatów, bądź nastolatków, którzy wierzą, że „sen jest dla słabych”. Choć często sen traktujemy jako „wyłącznik”, neurobiologia, reprezentowana m.in. przed dr. Marka Kaczmarzyka, dowodzi, że jest to czas najbardziej intensywnej pracy naszego pokładowego komputera. Bez regeneracji nocnej nasz mózg nie tylko gorzej pracuje, on po prostu zaczyna chorować.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Rekonsolidacja pamięci</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Wyobraźmy sobie, że nasze mózgi pod koniec dnia są jak biurka, na których piętrzą się stosy niesegregowanych dokumentów. Są to przeżyte emocje, wspomnienia i doświadczenia oraz nowo nabyta wiedza. Gdybyśmy nie poszli spać, rano w tym biurze nie dałoby się przejść od nadmiaru dokumentów.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Podczas snu zachodzi proces rekonsolidacji śladów pamięciowych. Mózg analizuje to, co wydarzyło się w ciągu dnia, oddziela informacje istotne od zbędnych i wpisuje do pamięci długotrwałej. To dlatego studenci, którzy zarywają noce przed egzaminem mają poczucie pustki w głowie, ponieważ ich mózgi nie dostały szansy na poukładanie informacji.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Każdy wiek śpi inaczej</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Najważniejszą lekcją płynącą z neurobiologii jest zrozumienie, że zapotrzebowanie na sen i jego rytm zmienia się wraz z wiekiem. Brak tej wiedzy może wyjaśnić niektóre konflikty pomiędzy śpiącym nastolatkiem do południa a krzyczącym rodzicem.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Zaczynając od niemowląt i małych dzieci (0-3 lata) ich sen nie jest kwestią nawyku a niedojrzałego układu nerwowego. Dzieci do 2 roku życia najczęściej nie mają swojego rytmu dobowego, a więc te struktury mózgu odpowiedzialne za rytmikę, są jeszcze niewystarczająco rozwinięte. Rytm dobowy jest czerpany od opiekunów i bliskości fizycznej z nimi. W tym okresie najważniejsze jest, aby nie starać się izolować dziecka i przyuczać do samodzielnego zasypiania. Wczesne etapy życia powinny być jak najbardziej relacyjne. Bliskość rodzica podczas snu to dla mózgu dziecka sygnał bezpieczeństwa, który pozwala na jego dalszy prawidłowy rozwój. Od około 3 roku życia,  układ nerwowy wykształca się i dziecko wchodzi w typowy rytm dobowy. Między 4 a 12 rokiem życia dzieci naturalnie budzą się bardzo wcześnie (około 5:30-6:00) pełne energii do zabawy. To czas, w którym świat jest dla nich fascynujący i są gotowe do wczesnego eksplorowania. Najczęściej wtedy też próbują do tego angażować swoich śpiących jeszcze rodziców. Niestety, tu nie ma żadnych pozytywnych rozwiązań dla zaspanych i sfrustrowanych rodziców. Nauka mówi jasno: trzeba poczekać, aż dziecko skończy 12 lat, wtedy przejdzie na tryb późnego wstawania. W okresie adolescencji (12-17 lat) następuje biologiczne przesunięcie rytmu dobowego o 3 godziny. To nie jest kwestia z buntu, czy braku chęci do nauki, a czysta chemia – melatonina zaczyna się wydzielać u nastolatka znacznie później niż u dorosłego. Budzenie nastolatka o 6:30 rano jest dla jego organizmu tym samym, co budzenie dorosłego o 3:30 nad ranem. Jeśli nastolatek w weekend śpi do południa, wcześniejsza pobudka spowoduje, że jego organizm nie będzie mógł nadrobić długu neurologicznego, który zaciągnął w ciągu tygodnia szkolnego wstawaniem na 8 do szkoły. Dorosły człowiek potrzebuje średnio 7-8 godzin snu, przy czym coraz więcej badań wskazuje na zwiększoną o godzinę potrzebę snu u kobiet. Z kolei po 60 roku życia zapotrzebowanie na sen stopniowo spada. Seniorzy często śpią krócej i wybudzają się częściej w nocy. Zrozumienie, że jest to naturalny proces starzenia się układu nerwowego, pozwala uniknąć niepokoju o bezsenność, jednak warto zawsze taki aspekt skonsultować ze specjalistą.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Sen i jego supermoce</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Nie sposób pominąć snu w ujęciu odpornościowym. Sen jest naszą tarczą przeciw infekcyjną.  To podczas nocnego odpoczynku regenerują się limfocyty – T, odpowiedzialne za walkę z wirusami. Kilka nocy niedosypiania z rzędu to nie tylko obniżony nastrój, ale także spadek odporności, który widać w statystykach zachorowań. Jednym z najważniejszych odkryć ostatnich lat w neurobiologii jest system glimfatyczny, który podczas głębokiego snu, zwiększa przestrzeń między komórkami, co pozwala płynowi mózgowo-rdzeniowemu dosłownie wypłukać toksyczne białka. Brak tego procesu jest zagrożeniem dla szybszego starzenia się mózgu i ryzykiem pojawienia się chorób neurodegeneracyjnych. Sen nie dość, ze stoi na straży odporności, to dodatkowo przyczynia się do detoksykacji całego mózgu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Współczesny świat przyzwyczaił nas do traktowania snu jak zbędnego luksusu lub słabości, którą należy ograniczyć w imię produktywności. Spójrzmy wobec tego na sen nie tylko jako przerwę między dniami, ale jako najbardziej aktywny proces serwisowy naszego organizmu. To właśnie w ciszy nocnego odpoczynku nasz mózg wykonuję pracę: myję się z toksyn, układa rozrzucone wydarzenia do odpowiednich szuflad. Dbanie o higienę snu to najprostsza forma autoterapii, jaką możemy sobie podarować. Zrozumienie, że sen u każdej grupy wiekowej rządzi się swoimi prawami, pozwala nam przestać walczyć z naturą tylko ją wspierać. Kiedy zamiast pretensji o późne wstawanie, czy poranną pobudkę wybieramy empatię dla biologii naszych bliskich, budujemy poprawne relacje.  Dbanie o sen to najprostsza i najtańsza metoda na zachowanie sprawności umysłowej.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Aleksandra Boda</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Koordynatorka rejestracji CTiP w&nbsp;Namysłowie<br>Studentka psychologii</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/dlaczego-higiena-snu-to-najlepszy-prezent-dla-twojego-mozgu/">Dlaczego higiena snu to najlepszy prezent dla Twojego mózgu?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mózg w depresji</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/mozg-w-depresji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 26 Feb 2026 07:31:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228861</guid>

					<description><![CDATA[<p>Z okazji Dnia Depresji warto przeanalizować coś, o czym pacjenci z różnych powodów nie mówią swojemu lekarzowi. Często mając na myśli depresję, pierwsze skojarzenie, które przychodzi nam do głowy to smutek, płaczliwość, brak energii. Jednak obok tego często towarzyszą problemy z pamięcią, podejmowaniem decyzji oraz ze skupieniem. Zdarza się, że podczas długotrwałego leczenia, kiedy samopoczucie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/mozg-w-depresji/">Mózg w depresji</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Z okazji Dnia Depresji warto przeanalizować coś, o czym pacjenci z różnych powodów nie mówią swojemu lekarzowi. Często mając na myśli depresję, pierwsze skojarzenie, które przychodzi nam do głowy to smutek, płaczliwość, brak energii. Jednak obok tego często towarzyszą problemy z pamięcią, podejmowaniem decyzji oraz ze skupieniem. Zdarza się, że podczas długotrwałego leczenia, kiedy samopoczucie i nastrój się stabilizują, podnosi się poziom energii, niektóre z funkcji poznawczych zostają nadal osłabione. Stąd wielu pacjentów, którzy poczują się stabilnej, zaczyna zastanawiać się, z jakiego powodu występuje to ciągłe zapominanie, trudności w decyzyjności oraz skupieniu. Niestety te aspekty bardzo mocno potrafią wpłynąć na codzienne funkcjonowanie oraz mogą być negatywnie odbierane przez środowisko. To nie lenistwo ani brak zaangażowania, to realne zmiany, które występują w strukturze mózgu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Codzienność, która przerasta</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Kasia od lat leczy się na depresję i ostatnio poczuła się już całkiem stabilnie. Z okazji zbliżających się urodzin, mąż postanowił zabrać żonę do galerii handlowej i dać jej odrobinę czasu na to, co zawsze lubiła robić. Jednak przed wieszakiem pełnym ubrań Kasia zamarła. To nie był smutek, ona po prostu nie potrafiła wyselekcjonować informacji: kolor, krój, cena, rozmiar i miliony możliwości. Wybór jednej z wielu sukienek stał się niemożliwą do podjęcia decyzją, nie dlatego, że była wybredna, nie dlatego, że nie podobał jej się pomysł prezentu od męża, to było dla niej za trudne. Zawiedziona wyszła ze sklepu z pustymi rękoma, z obawą, że mąż pomyśli o niej negatywnie. Marta skrupulatnie prowadzi kalendarz, w którym notuje wszelkie terminy wizyt lekarskich, umówionych spotkań. Oprócz tego przykleja kolorowe karteczki na lodówce oraz ustawia sobie przypomnienie w telefonie. Po raz trzeci przegapiła wizytę kontrolną u lekarza. Patrzy na kartkę z datą wizyty, ale informacja nie trafia na swoje miejsce. Rodzina zaczyna myśleć, że Marcie nie zależy już na leczeniu, a przez to ona czuje się winna, myśli, że jej beznadziejna.  Marek siedzi na każdym wykładzie w pierwszej ławce. Słyszy głos wykładowcy, widzi slajdy prezentacji, notuje najważniejsze pojęcia, jednak po 90 minutach wychodzi z sali z pustką w głowie. Musi w domu przerabiać cały materiał od początku, bo na zajęciach jego mózg nie potrafił przetworzyć informacji. Marek coraz mocniej czuje, że nie nadaje się na studia.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W procesie leczenia depresji farmakoterapia często skutecznie wycisza najcięższe objawy takie jak lęki, stale obniżony nastrój, myśli rezygnacyjne, rozpacz. Jednak u wielu osób obniżenie funkcji poznawczych utrzymuje się znacznie dłużej. Dla świata zewnętrznego taka osoba wygląda na „zdrową”, bo przecież bierze leki, nie płacze, wychodzi z domu, rozmawia, pracuje. Jednak w środku trwa walka. To, co społeczeństwo interpretuje jako lenistwo czy brak chęci, zaangażowania, jest w rzeczywistości biologicznym skutkiem zmian w strukturze mózgu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Dlaczego sam „dobry nastrój” to za mało?</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W powszechnym przekonaniu wyzdrowienie z depresji kojarzy się z momentem, w którym pacjent zaczyna się uśmiechać, odzyskuje energię i przestaje odczuwać lęk. Jednak dla większości osób powrót „dobrego nastroju” to dopiero połowa drogi. Często mimo stabilizacji emocjonalnej, wciąż utrzymuję się obniżenie funkcji poznawczych, przejawiających się z utrudnionej koncentracji, zapominaniu o ważnych informacjach oraz o niemożności podejmowania prostych decyzji. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się w naszej strukturze mózgu.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Dzięki zgromadzonym badaniom obrazowym metodą rezonansu magnetycznego (MRI) udowodniono, że depresja nie jest tylko stanem ducha, ale procesem, który fizycznie zmienia mózg. W dużym uproszczeniu badanie MRI pozwala badaczom zajrzeć do wnętrza żywego organizmu bez użycia szkodliwego promieniowania. Dzięki silnemu polu magnetycznemu aparat tworzy szczegółowe mapy struktur mózgowych. Badacze analizujący te obrazy, mierzą objętość poszczególnych obszarów oraz gęstość istoty białej i szarej. Porównując skany osób zdrowych z osobami chorującymi na depresję, badacze są w stanie wskazać konkretne miejsca, w których doszło do zmian. Dzięki temu jesteśmy w stanie zrozumieć, skąd u części osób chorych występują wyżej opisane deficyty poznawcze.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Dowody zapisane w neuroobrazowaniu</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Badania neuroobrazowe jasno wskazują, że u pacjentów z zaburzeniami depresyjnymi dochodzi do specyficznych zmian. Jednym z najbardziej udokumentowanych faktów jest atrofia hipokampa. Badania metodą rezonansu magnetycznego wykazały zmniejszenie objętości hipokampa, zarówno u osób w trakcie epizodu, jak u tych które chorowały w przeszłości. To właśnie hipokamp jest strukturą odpowiedzialną za pamięć i uczenie się. W przypadku naszego studenta Marka jego zmniejszona objętość hipokampa utrudniała mu przyswajanie informacji z wykładów. To nie oznacza, że nie dawał się na studenta. Musiał on poświęcić więcej czasu na naukę, niż wcześniej. Badacze zaobserwowali również zmniejszenie aktywności kory przedczołowej (PFC). Zaburzenia funkcji wykonawczych (zarządzanie myśleniem) to przykład Ani, która nie umiała się zdecydować na zakup w galerii handlowej. Gdy aktywność PFC spada, nawet najprostsza decyzja staje się wyzwaniem. Z badań MRI wynika także, że depresja uderza w uwagę i pamięć operacyjną. Zmiany w zakręcie obręczy utrudniają monitorowanie informacji i kontrolę nad tym, co w danej chwili jest ważne. To nie brak chęci interpretowany przez rodzinę Marty, to błąd w „systemie operacyjnym” mózgu. Niezwykle ciekawym faktem zaczerpniętym z badań m. in. Sheline i współpracowników jest wpływ czasu trwania choroby na zmiany w strukturze mózgu. Ubytek objętości hipokampa jest wprost proporcjonalny do czasu trwania nieleczonych epizodów depresji. Im dłużej trwa choroba, tym głębsze mogą być zmiany strukturalne. Te dane są naukowym dowodem na to, że każda chwila podjęcia walki o siebie ma znaczenia dla ochrony zasobów naszego mózgu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Biologia, to nie lenistwo</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Te fakty naukowe rzucają nowe światło na codzienne problemy pacjentów. W świetle badań widzimy wyraźnie, że walka z depresją jest procesem wielopłaszczyznowym, który wykracza daleko poza samą poprawę nastroju, wymagając od pacjenta ogromnej cierpliwości w odbudowie nie tylko radości życia, ale i sprawności własnego umysłu. Właśnie dlatego leczenie depresji powinno być kompleksowe. Aby odzyskać pełną sprawność poznawczą niezbędny jest trening funkcji poznawczych, który wykorzystuje niezwykłą zdolność mózgu do neuroplastyczności. Dlatego ważne jest, aby pacjenci w procesie leczenia depresji nie pomijali tego ważnego faktu i nie bali się zakomunikować swojemu lekarzowi o obniżeniu funkcji poznawczych.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Aleksandra Boda</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Koordynatorka rejestracji CTiP w&nbsp;Namysłowie<br>Studentka psychologii</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/mozg-w-depresji/">Mózg w depresji</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Pomagacze też miewają depresję</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/pomagacze-tez-miewaja-depresje/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 24 Feb 2026 15:18:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228858</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pomaganie innym to nie tylko zawód, ale także misja. Psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, pielęgniarki, lekarze czy nauczyciele codziennie stają przed trudnym zadaniem wspierania innych w ich najbardziej osobistych kryzysach emocjonalnych, psychicznych czy fizycznych. Niemniej jednak zawodowe pomaganie nie jest wolne od kosztów. Istnieje rosnąca liczba badań wskazujących na to, że osoby pracujące w zawodach związanych z [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/pomagacze-tez-miewaja-depresje/">Pomagacze też miewają depresję</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Pomaganie innym to nie tylko zawód, ale także misja. Psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, pielęgniarki, lekarze czy nauczyciele codziennie stają przed trudnym zadaniem wspierania innych w ich najbardziej osobistych kryzysach emocjonalnych, psychicznych czy fizycznych. Niemniej jednak zawodowe pomaganie nie jest wolne od kosztów. Istnieje rosnąca liczba badań wskazujących na to, że osoby pracujące w zawodach związanych z pomaganiem innym są narażone na wyczerpanie emocjonalne, wypalenie zawodowe, a w niektórych przypadkach również na depresję. Ostatnie badania wskazują na największy odsetek samobójstw wśród weterynarzy, czyli osób, które na co dzień mierzą się z cierpieniem  zwierząt, ale także ich właścicieli, nierzadko dokonując eutanazji swoich podopiecznych, co zapewne niezwykle obciążające. Depresja wśród pomagaczy to temat, który rzadko pojawia się w publicznej debacie, mimo że jest niezwykle istotny. Często zapomina się, że osoby, które pomagają innym, także potrzebują pomocy. To paradoksalne, ale prawdziwe – pomagacze, którzy na co dzień są oparciem dla innych, sami bywają źródłem niezrozumienia, a ich potrzeby emocjonalne pozostają niewidoczne. Na szczególną uwagę zasługują profesje takie jak psycholodzy, terapeuci i psychiatrzy, którzy zajmują się tak trudnymi i często bolesnymi tematami jak depresja, trauma czy PTSD. Jakie mechanizmy prowadzą do tego, że ci profesjonaliści również mogą popaść w depresję? Jakie konsekwencje ma to dla ich pracy oraz  własnego dobrostanu?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Pomagacze w ciągłym kontakcie z cierpieniem</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Osoby pracujące w zawodach pomagających mają do czynienia z ogromnym stresem emocjonalnym związanym z trudnymi historiami swoich pacjentów. Psychologowie, terapeuci i psychiatrzy spędzają swoje dni na wsłuchiwaniu się w cierpienie, lęki, traumy i problemy, które ich pacjenci niosą ze sobą. Często mają do czynienia z opowieściami o przemocy, stracie, depresji czy uzależnieniach. Mogą także doświadczać traumy zapośredniczonej, która pojawia się, kiedy słuchając bolesnej narracji pacjenta są narażeni na ogromne psychiczne i emocjonalne obciążenie.  Wielu z nich stara się w miarę swoich możliwości „poczuć” to, co czują ich pacjenci, by lepiej ich zrozumieć i pomóc im przejść przez trudne chwile. Problem pojawia się wtedy, gdy granica między wsłuchaniem się w cierpienie innych a wchłanianiem go staje się coraz bardziej niewyraźna. Oznacza to, że intensywne doświadczanie emocji pacjentów, zwłaszcza w kontekście długotrwałej pracy z osobami w kryzysie, może prowadzić do wyczerpania emocjonalnego, obniżenia empatii i poczucia bezradności. Pomagacz staje się coraz mniej wrażliwy na cierpienie innych, a jego własne zasoby emocjonalne zaczynają się wyczerpywać.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Psycholodzy, terapeuci i psychiatrzy a depresja</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Statystyki są alarmujące: badania przeprowadzone wśród psychoterapeutów i psychologów wskazują, że około 20-25% z nich może doświadczać symptomów depresji w trakcie swojej kariery zawodowej. Zjawisko to nie dotyczy tylko początkujących specjalistów, ale także tych z wieloletnim stażem pracy. Przyczyny tego stanu są złożone. Po pierwsze, zawody pomagające wiążą się z dużą odpowiedzialnością – decyzje podejmowane w gabinecie mogą mieć dalekosiężne konsekwencje dla pacjentów, a pomagacz może czuć się odpowiedzialny za proces leczenia. Wysokie wymagania, presja na efektywność i ciągłe doskonalenie zawodowe mogą prowadzić do poczucia wypalenia, szczególnie w sytuacjach, gdy pomoc nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Większość specjalistów nie jest w stanie odciąć się od swoich pacjentów i często zabierają ze sobą ich problemy poza gabinet. Co więcej, pomagacze rzadko sami szukają pomocy. W kulturze pomagania często panuje przekonanie, że „powinniśmy być silni” lub „mocno trzymać emocje w ryzach”. Z tego powodu wielu psychologów, terapeutów i psychiatrów nie przyznaje się do swoich problemów emocjonalnych, obawiając się utraty autorytetu w oczach pacjentów. Tymczasem, jak pokazują badania, brak wsparcia emocjonalnego oraz samotność w obliczu zawodowego cierpienia mogą prowadzić do rozwoju depresji.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Rola superwizji i wsparcia emocjonalnego</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Superwizja, czyli proces, w którym terapeuci omawiają trudne przypadki z doświadczonymi specjalistami, jest jednym z kluczowych elementów, który może pomóc w zapobieganiu wypaleniu i depresji wśród pomagaczy. Dzięki regularnym spotkaniom z mentorem lub grupą wsparcia, specjaliści mogą zyskać perspektywę na swoje emocje i doświadczenia zawodowe. Superwizja pozwala na odciążenie emocjonalne oraz refleksję nad granicami, które pomagacz musi wyznaczać w pracy z pacjentami.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Jak sobie radzić z depresją w zawodzie pomagacza?</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Psycholodzy, terapeuci i psychiatrzy muszą być świadomi ryzyka, które wiąże się z ich pracą. Oczywista jest równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, a także&nbsp; aktywne dbanie o własne zdrowie psychiczne. Oto kilka kluczowych kroków, które pomagacze podejmują, by chronić się przed depresją:</p>



<ul class="wp-block-list">
<li>Samopoznanie i świadomość emocjonalna – poznanie swoich granic, umiejętność rozpoznawania momentów, w których zaczynamy się wypalać, to podstawowy krok w ochronie przed depresją. Regularna refleksja nad własnym stanem emocjonalnym pozwala szybciej zareagować, zanim problemy zaczną narastać.</li>



<li>Wsparcie ze strony kolegów po fachu – rozmowy z innymi specjalistami, wymiana doświadczeń, a także korzystanie z superwizji to kluczowe narzędzia, które pomagają w utrzymaniu równowagi emocjonalnej. Odpowiednia edukacja na temat zdrowia psychicznego – znajomość symptomów depresji i innych problemów psychicznych pozwala na szybsze ich zauważenie u siebie.</li>



<li>Przerwy i odpoczynek – regularny odpoczynek, czas dla siebie, wyjazdy czy hobby pomagają w zachowaniu równowagi i energii w pracy.</li>



<li>Profesjonalna pomoc – nawet najlepsi pomagacze potrzebują czasem pomocy. Zgłoszenie się po pomoc do innego terapeuty czy psychologa jest wyrazem odpowiedzialności, a nie słabości.</li>
</ul>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Osoby, które codziennie niosą pomoc, również potrzebują wsparcia. Depresja wśród pomagaczy jest poważnym problemem, który zasługuje na większą uwagę. Zawody pomagające, takie jak psychologowie, terapeuci czy psychiatrzy, niosą ze sobą ogromną odpowiedzialność emocjonalną i psychiczną. To dlatego tak ważne jest, aby osoby pracujące w tych profesjach miały dostęp do wsparcia, refleksji nad własnymi emocjami oraz przestrzeni do odpoczynku. Tylko wtedy mogą z pełnym zaangażowaniem i skutecznie pomagać innym.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Anna Foltyńska</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/pomagacze-tez-miewaja-depresje/">Pomagacze też miewają depresję</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>„ Od jutra dieta!”.  O kompulsywnym objadaniu się</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/od-jutra-dieta-o-kompulsywnym-objadaniu-sie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 26 Jan 2026 20:30:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228849</guid>

					<description><![CDATA[<p>„… Jem, nawet kiedy nie jestem głodna, najczęściej po ciężkim dniu w pracy. Czasem tego jedzenia jest tyle, że aż mnie brzuch boli, jest mi niedobrze, a z drugiej strony, choć wiem, że dawno się najadłam, nie mogę przestać. Jakiś głos wewnątrz mnie mówi, że jeszcze jedna łyżka, jeszcze jeden kawałek ciasta, nic się nie [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/od-jutra-dieta-o-kompulsywnym-objadaniu-sie/">„ Od jutra dieta!”.  O kompulsywnym objadaniu się</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">„… Jem, nawet kiedy nie jestem głodna, najczęściej po ciężkim dniu w pracy. Czasem tego jedzenia jest tyle, że aż mnie brzuch boli, jest mi niedobrze, a z drugiej strony, choć wiem, że dawno się najadłam, nie mogę przestać. Jakiś głos wewnątrz mnie mówi, że jeszcze jedna łyżka, jeszcze jeden kawałek ciasta, nic się nie stanie. Po chwili orientuję się, że zjadłam pół blachy tego ciasta… jestem zła, mam poczucie winy, zaczynam płakać i to chyba najgorsze…jeszcze bardziej się nienawidzę. Później przychodzi myśl: co inni pomyślą, jak zobaczą ile zjadłam. Czasami próbuję zatuszować ślady mojej zbrodni. Kroje na przykład resztę ciasta i wykładam na talerz, wykładam w taki sposób, aby wydawało się, że jest go dużo. Czuję chwilową ulgę. Ufff, może nikt nie zauważy. Od jutra dieta! Udaje mi się do południa nic nie zjeść, pić dużo wody, jestem z siebie taka dumna. Później wracam do domu i myślę sobie, nie jadłaś cały dzień, zasłużyłaś… znowu się zaczyna. I tak od lat, chyba od zawsze odkąd sięgam pamięcią. Ciągłe diety, tycie i chudnięcie. Lubię jeść, ale nie znam umiaru, albo żrę,albo się głodzę”. </p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Są takie momenty, kiedy jedzenie przestaje być odpowiedzią na głód. Pojawia się nagle, czasem wieczorem, czasem w środku dnia, jakby znikąd. Lodówka staje się wtedy miejscem, do którego idzie się nie po smak, lecz po ulgę. Na chwilę. Bo po chwili przychodzi coś jeszcze – ciężar, wstyd, pytanie bez odpowiedzi: „dlaczego znowu?”. Kompulsywne objadanie się rzadko krzyczy. Częściej milczy, chowając się za zamkniętymi drzwiami kuchni i opuszczonym wzrokiem. To zaburzenie odżywiania długo bywa niezauważone – także przez samą osobę, która go doświadcza. Bo przecież „każdemu się zdarza zjeść za dużo”, „to tylko słabość”, „jutro się ogarnę”. A jednak to „jutro” potrafi nie przychodzić latami.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Głód, który nie zaczyna się w żołądku</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Kompulsywne objadanie się nie rodzi się z nadmiaru jedzenia, ale z jego znaczenia. Z tego, że jedzenie zaczyna pełnić funkcję, której nikt go nie uczył. Staje się sposobem na ukojenie napięcia, na zagłuszenie emocji, na chwilowe zniknięcie z własnego życia. To głód, który nie ma wiele wspólnego z fizjologią – bardziej z samotnością, przeciążeniem, niewypowiedzianą złością czy zmęczeniem byciem „w porządku”. Osoby doświadczające kompulsywnego objadania się często potrafią bardzo długo trzymać się w ryzach. Kontrolować, planować, pilnować. A potem coś pęka. I w tej pękniętej przestrzeni pojawia się jedzenie – szybkie, intensywne, często spożywane w pośpiechu, jakby ktoś się ścigał z własnym sumieniem. Wtedy nie chodzi już o smak. Chodzi o odcięcie.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Chwila ulgi, która kosztuje za dużo</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W trakcie epizodu objadania się może pojawić się coś na kształt ulgi. Jakby ciało i głowa wreszcie mogły się zatrzymać. Jakby świat na moment zwolnił. Ale ta ulga jest krótkotrwała. Zaraz po niej przychodzi fala – ciężka, lepka, pełna oskarżeń. Wstyd. Poczucie winy. Obrzydzenie do siebie. I obietnice, które brzmią jak zaklęcia: „to ostatni raz”. W odróżnieniu od innych zaburzeń odżywiania, kompulsywne objadanie się nie wiąże się z próbami „naprawiania” sytuacji poprzez wymioty czy głodówki. Ciało zostaje z tym, co się wydarzyło, a psychika zostaje sama z konsekwencjami emocjonalnymi. To często wzmacnia poczucie bezradności i utraty kontroli, które z kolei toruje drogę kolejnym epizodom. Koło się zamyka.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Kiedy kontrola staje się zapalnikiem</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W tle kompulsywnego objadania się bardzo często stoi historia restrykcji. Diet, zakazów, podziałów na „dobre” i „złe” jedzenie. Życia w ciągłym napięciu między tym, czego się chce, a tym, na co „nie wolno”. Paradoks polega na tym, że im bardziej ktoś próbuje kontrolować jedzenie, tym silniejsza bywa potrzeba utraty tej kontroli. Do tego dochodzą doświadczenia emocjonalne – czasem subtelne, czasem bolesne. Brak przestrzeni na złość, smutek czy słabość. Wczesne poczucie, że trzeba radzić sobie samemu. Przekonanie, że potrzeby są zbyt duże, a emocje – kłopotliwe. Jedzenie wchodzi wtedy w rolę cichego towarzysza. Zawsze dostępnego. Niewymagającego słów.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Nazwać to, co długo było bezimienne</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Dopiero stosunkowo niedawno kompulsywne objadanie się zostało jednoznacznie uznane za odrębne zaburzenie psychiczne w klasyfikacjach diagnostycznych DSM i ICD. To ważne, bo daje język tam, gdzie wcześniej była tylko wina. Diagnoza nie jest etykietą – jest ramą, która pozwala zrozumieć, że to, co się dzieje, ma sens. Że jest odpowiedzią organizmu na przeciążenie, a nie dowodem porażki. Kiedy mówimy o diagnozie, mówimy przede wszystkim o powtarzalności doświadczenia, o poczuciu utraty kontroli i o cierpieniu, które temu towarzyszy. Nie o liczbach na wadze. Nie o wyglądzie. Kompulsywne objadanie się nie ma jednej twarzy i nie zawsze jest widoczne na zewnątrz. Długotrwałe życie w cyklu objadania się i wstydu potrafi być wyczerpujące. Psychicznie i fizycznie. Z czasem pojawia się wycofanie, obniżenie nastroju, lęk przed byciem ocenianym. Ciało zaczyna reagować – czasem poprzez problemy metaboliczne, czasem poprzez przewlekłe zmęczenie. Ale najdotkliwsze bywa to, co niewidoczne: utrata zaufania do siebie. Przekonanie, że „nie można na mnie polegać”. A przecież to nie brak siły. To nadmiar napięcia.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Gdzie zaczyna się droga powrotna</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Psychoterapia w pracy z kompulsywnym objadaniem się nie polega na uczeniu „jak przestać jeść”. Raczej na odkrywaniu, po co to jedzenie się pojawiło. Co miało załatwić. Co próbowało ochronić. Terapia poznawczo-behawioralna pomaga odbudować regularność i bezpieczeństwo w jedzeniu, ale też przyjrzeć się myślom, które podtrzymują błędne koło. Podejścia psychodynamiczne i schematowe sięgają głębiej – do relacji, doświadczeń i emocji, które od dawna domagały się uwagi. Coraz częściej ważnym elementem terapii staje się też nauka łagodności wobec siebie. Uważności. Zgody na to, że emocje nie muszą być natychmiast naprawiane. Że można je poczuć i nie zniknąć.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Kompulsywne objadanie się nie jest historią o jedzeniu. Jest historią o próbie poradzenia sobie w świecie, który bywa zbyt głośny, zbyt wymagający, zbyt samotny. Jeśli to czytasz i coś w Tobie się porusza, być może to sygnał, że warto się zatrzymać. Posłuchać. Zobaczyć, co naprawdę jest głodne.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Anna Foltyńska</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/od-jutra-dieta-o-kompulsywnym-objadaniu-sie/">„ Od jutra dieta!”.  O kompulsywnym objadaniu się</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nowy Rok, ta sama osoba – czy naprawdę musimy się zmieniać?</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/nowy-rok-ta-sama-osoba-czy-naprawde-musimy-sie-zmieniac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Jan 2026 21:43:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228845</guid>

					<description><![CDATA[<p>Początek roku ma w sobie coś symbolicznego. Jakby noc z 31 grudnia na 1 stycznia była cienką linią oddzielającą „stare ja” od „nowego ja”. Wraz z nią pojawia się ciche – a czasem bardzo głośne – oczekiwanie: teraz trzeba coś zmienić. Siebie. Swoje ciało. Swoje nawyki. Swoje życie. Jeśli tego nie czujesz, możesz odnieść wrażenie, [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/nowy-rok-ta-sama-osoba-czy-naprawde-musimy-sie-zmieniac/">Nowy Rok, ta sama osoba – czy naprawdę musimy się zmieniać?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Początek roku ma w sobie coś symbolicznego. Jakby noc z 31 grudnia na 1 stycznia była cienką linią oddzielającą „stare ja” od „nowego ja”. Wraz z nią pojawia się ciche – a czasem bardzo głośne – oczekiwanie: <em>teraz trzeba coś zmienić</em>. Siebie. Swoje ciało. Swoje nawyki. Swoje życie.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Jeśli tego nie czujesz, możesz odnieść wrażenie, że jesteś w tyle. Że coś ci umyka. Że skoro nie masz listy postanowień, planu rozwoju ani motywującego hasła na tapecie, to nie korzystasz z szansy, jaką daje Nowy Rok. Ten tekst jest próbą zatrzymania się przy tym pytaniu: czy naprawdę musimy się zmieniać?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Kult zmiany, który trudno zignorować</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Żyjemy w kulturze rozwoju. Rozwój osobisty stał się nie tylko możliwością, ale wręcz moralnym obowiązkiem. Masz być lepszą wersją siebie: bardziej produktywną, zdrowszą, spokojniejszą, szczęśliwszą. Jeśli nie pracujesz nad sobą – stoisz w miejscu. A stanie w miejscu bywa dziś traktowane jak porażka. Nowy Rok idealnie wpisuje się w ten sposób myślenia. Jest jak czysta karta, którą trzeba zapisać. Psychologicznie jednak ta narracja bywa obciążająca. Bo zakłada, że tacy, jacy jesteśmy teraz, nie wystarczamy. Że „obecne ja” jest jedynie etapem przejściowym, który należy jak najszybciej ulepszyć.</p>



<p class="wp-block-paragraph">„Ta sama osoba” – i co z tego?</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Sformułowanie „Nowy Rok, nowa ja / nowy ja” brzmi motywująco, ale kryje w sobie ukryte założenie: że stara wersja była niewystarczająca. Tymczasem psychologicznie zmiana nie zachodzi w oderwaniu od tego, kim jesteśmy. Nie zaczynamy od zera. Zawsze wchodzimy w kolejny rok z całym swoim doświadczeniem, historią, ograniczeniami i zasobami. Bycie „tą samą osobą” nie oznacza stagnacji. Oznacza ciągłość. To, że wciąż reagujesz podobnie, czujesz podobnie, masz podobne potrzeby, nie jest dowodem porażki. Często jest dowodem na to, że twoja psychika konsekwentnie próbuje cię chronić i utrzymać równowagę. W gabinecie psychologicznym często pojawia się motyw silnej potrzeby zmiany, która podszyta jest nie ciekawością, ale niechęcią do siebie. „Nie chcę już taka być”, „muszę się w końcu ogarnąć”, „nie mogę dłużej tak żyć”. Zmiana staje się wtedy formą ucieczki – od wstydu, poczucia winy, lęku czy bezradności. Problem polega na tym, że nie da się zbudować trwałej zmiany na samokrytyce. Można się zmobilizować na chwilę, wprowadzić rygor, wytrzymać kilka tygodni. Ale psychika wcześniej czy później upomni się o to, co zostało zignorowane. Zmiana, która ma sens, wyrasta z akceptacji, a nie z przymusu.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Akceptacja to nie rezygnacja</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Często słyszę obawę: „Jeśli zaakceptuję siebie takim, jaki jestem, to już się nie zmienię”. To bardzo powszechne przekonanie, ale psychologicznie nieprawdziwe. Akceptacja nie oznacza bierności. Oznacza uznanie faktów: tego, gdzie jestem teraz, co potrafię, z czym mi trudno.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dopiero z tego miejsca można coś realnie zmieniać. Bo zmiana oparta na akceptacji nie mówi: „muszę być kimś innym”, tylko: „chcę sprawdzić, czy mogę żyć trochę łagodniej, spokojniej, bliżej siebie”.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Presja „lepszego życia” a realne potrzeby</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Noworoczna presja rozwoju często ignoruje kontekst. A psychologia zawsze patrzy na kontekst. Trudno oczekiwać od siebie wielkich zmian, jeśli jesteś zmęczony, przeciążony, w kryzysie, w żałobie albo po prostu na granicy swoich zasobów. Czasem największym aktem troski o siebie nie jest rozwój, tylko zatrzymanie. Zgoda na to, że ten rok nie będzie przełomowy, ale wystarczający. Że twoim celem nie jest „więcej”, tylko „wystarczająco”. Tożsamość nie resetuje się w styczniu. Psychika nie działa zgodnie z kalendarzem. Nie resetuje się wraz z fajerwerkami. Procesy zmiany są powolne, cykliczne i często niewidoczne z dnia na dzień. Nowy Rok może być impulsem do refleksji, ale nie musi być momentem radykalnych decyzji i rewolucji życiowych.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Nowy Rok jako zaproszenie, nie egzamin</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Być może Nowy Rok nie musi być testem z tego, czy potrafisz stać się „lepszą wersją siebie”. Może być raczej zaproszeniem do uważnego sprawdzenia, gdzie jesteś – bez ocen, bez listy braków. Zamiast pytać: „co ze mną jest nie tak?”, można zapytać: „czego teraz naprawdę potrzebuję?”. To subtelna, ale istotna różnica. Pierwsze pytanie uruchamia wstyd i presję, drugie – ciekawość i troskę. Nie każdy rok jest czasem ekspansji. Niektóre są po to, by coś domknąć, przeżyć, zintegrować albo po prostu przetrwać. I to także ma sens. Jeśli więc wchodzisz w nowy rok jako ta sama osoba – to nie znaczy, że zawiodłeś. To znaczy, że niesiesz ze sobą ciągłość, a ciągłość jest warunkiem każdej prawdziwej zmiany. Czasem najzdrowszym postanowieniem noworocznym jest pozwolić sobie być dokładnie tam, gdzie się jest.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Anna Foltyńska</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/nowy-rok-ta-sama-osoba-czy-naprawde-musimy-sie-zmieniac/">Nowy Rok, ta sama osoba – czy naprawdę musimy się zmieniać?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak radzić sobie z presją idealnych świąt? – O perfekcjonizmie, porównywaniu się i granicach z rodziną</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/jak-radzic-sobie-z-presja-idealnych-swiat/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 24 Dec 2025 10:55:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228831</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pewnie znasz to uczucie. Im bliżej świąt, tym w powietrzu robi się gęściej – od zapachów, dźwięków, ale też od oczekiwań. Święta mają być ciepłe, rodzinne, spokojne, magiczne. Wszyscy mają się kochać, rozumieć i najlepiej jeszcze śmiać się przy stole jak w reklamie. A jeśli tak nie jest? Jeśli czujesz zmęczenie, napięcie albo pustkę – [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/jak-radzic-sobie-z-presja-idealnych-swiat/">Jak radzić sobie z presją idealnych świąt? – O perfekcjonizmie, porównywaniu się i granicach z rodziną</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Pewnie znasz to uczucie. Im bliżej świąt, tym w powietrzu robi się gęściej – od zapachów, dźwięków, ale też od oczekiwań. Święta mają być ciepłe, rodzinne, spokojne, magiczne. Wszyscy mają się kochać, rozumieć i najlepiej jeszcze śmiać się przy stole jak w reklamie. A jeśli tak nie jest? Jeśli czujesz zmęczenie, napięcie albo pustkę – coś jest z tobą „nie tak”. Przynajmniej tak łatwo można pomyśleć.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Ten tekst jest o presji idealnych świąt. O tym, skąd się bierze, jak działa na naszą psychikę i co możemy zrobić, żeby choć trochę zdjąć ją z własnych barków.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Skąd w ogóle wzięły się „idealne święta”?</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Nie rodzimy się z obrazem idealnych świąt w głowie. Uczymy się go. Z domu rodzinnego, z kultury, z filmów, reklam, mediów społecznościowych. Co roku widzimy te same obrazy: pięknie nakryty stół, uśmiechnięci bliscy, brak konfliktów, wzruszenia zamiast napięcia. Ten przekaz jest bardzo spójny: święta mają wyglądać w określony sposób. Problem w tym, że to nie jest opis rzeczywistości, tylko jej wycinek – często wyretuszowany. Psychologicznie działa to, jak norma: skoro „wszyscy” tak mają, to ja też powinnam/powinienem. A jeśli nie potrafię – to znaczy, że zawodzę.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Perfekcjonizm przy świątecznym stole</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Presja idealnych świąt bardzo często łączy się z perfekcjonizmem. Chcemy, żeby wszystko było „jak trzeba”: jedzenie, prezenty, atmosfera, relacje. W głowie pojawia się lista: nie kłócić się, nie okazywać złości, być wdzięcznym, cieszyć się. I najlepiej jeszcze odpocząć. Perfekcjonizm nie polega jednak na wysokich standardach, tylko na lęku przed porażką i oceną. W święta ten lęk się nasila, bo stawką są relacje i poczucie przynależności. Chcemy być „dobrym dzieckiem”, „dobrym partnerem”, „dobrym członkiem rodziny”. Nawet jeśli mamy już dawno dorosłe życie. Efekt bywa paradoksalny: im bardziej staramy się, żeby było idealnie, tym mniej jest w tym autentyczności. Zamiast bliskości – napięcie. Zamiast radości – kontrola.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Porównywanie się, które boli</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Media społecznościowe dodatkowo wzmacniają świąteczną presję. Scrollując zdjęcia cudzych choinek i uśmiechniętych twarzy, łatwo wpaść w pułapkę porównań. Nasz stół wydaje się mniej ładny, rodzina mniej zgodna, my sami – mniej „świąteczni”. Psychologia zna ten mechanizm bardzo dobrze: porównania w górę (z tymi, którzy – pozornie – mają lepiej) obniżają nastrój i poczucie własnej wartości. A w święta robimy to masowo. Rzadko pamiętając, że porównujemy swoje zaplecze emocjonalne z czyjąś fasadą.</p>



<p class="wp-block-paragraph">Dla wielu osób święta to nie tylko presja, ale też emocjonalny powrót do przeszłości. Do domu, w którym nie zawsze było bezpiecznie. Do relacji, które były trudne lub niespełniające. Nawet jeśli dziś jesteśmy w innym miejscu, ciało i emocje potrafią „pamiętać”.</p>



<p class="wp-block-paragraph">To dlatego w święta łatwiej o wybuchy złości, łzy „bez powodu”, poczucie bycia znowu małym i bezradnym. To nie jest słabość. To naturalna reakcja psychiki na znane bodźce. Problem zaczyna się wtedy, gdy wymagamy od siebie, by tych reakcji nie było.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Oby nie zostać Grinch’em – najbardziej obciążające zdanie</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Jednym z najbardziej destrukcyjnych elementów świątecznej presji jest przymus radości. Przekonanie, że jeśli nie czujemy wdzięczności i szczęścia, to robimy coś źle. Tymczasem emocje nie działają na zasadzie przełącznika. Złość, smutek, zmęczenie czy ambiwalencja nie psują świąt – one są ich częścią. Problemem nie są emocje, tylko nasz opór wobec nich. Im bardziej próbujemy je wypchnąć, tym silniej wracają. Jak wobec tego zdjąć z siebie presję idealnych świąt? Nie chodzi o to, żeby „mieć lepsze nastawienie” albo „bardziej się starać”. Chodzi o coś odwrotnego: o zgodę na niedoskonałość. Po pierwsze: warto zadać sobie pytanie, czyje oczekiwania próbuję spełnić. Czy naprawdę moje? Czy może te, które noszę w sobie od lat, choć już mi nie służą? Po drugie: pomocne bywa ograniczenie porównań. Czasem wystarczy mniej czasu w mediach społecznościowych, żeby zrobić miejsce na własne doświadczenie – takie, jakie jest. Po trzecie: granice. Psychologicznie granice to nie egoizm, tylko forma dbania o relacje. Możesz nie chcieć wszystkiego, nie musisz na wszystko się zgadzać, nie masz obowiązku być dostępny emocjonalnie dla wszystkich. Po czwarte: zmiana narracji. Zamiast pytać, „czy święta są wystarczająco dobre?”, spróbuj zapytać: „czego ja teraz potrzebuję?” Czasem odpowiedzią będzie rozmowa, czasem cisza, a czasem wcześniejsze wyjście do swojego pokoju.</p>



<h2 class="wp-block-heading">Święta wystarczająco dobre</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;W psychologii istnieje pojęcie „wystarczająco dobrego rodzica”. Może warto wprowadzić też ideę wystarczająco dobrych świąt. Takich, które nie są idealne, ale prawdziwe. W których jest miejsce na śmiech i zmęczenie. Na bliskość i dystans. Na bycie sobą, nawet jeśli to „sobą” nie pasuje do obrazka. Święta nie muszą nas naprawiać ani uszczęśliwiać. Nie są testem naszej dojrzałości ani wartości. Są tylko kilkoma dniami w roku – obciążonymi znaczeniem, ale wciąż tylko dniami. Jeśli w te święta zdejmiesz z siebie choć odrobinę presji, pozwolisz sobie na mniej „powinienem”, a więcej „mogę” – to być może właśnie to będzie najbardziej psychologicznie zdrowy prezent, jaki możesz sobie dać.</p>



<h3 class="wp-block-heading">Anna Foltyńska</h3>



<p class="wp-block-paragraph">Psycholożka<br>Psychoterapeutka w&nbsp;procesie certyfikacji<br>w&nbsp;nurcie systemowo-ericksonowskim</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/jak-radzic-sobie-z-presja-idealnych-swiat/">Jak radzić sobie z presją idealnych świąt? – O perfekcjonizmie, porównywaniu się i granicach z rodziną</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!</title>
		<link>https://centrum-terapii.com/do-niegrzecznych-dzieci-mikolaj-nie-przychodzi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Jakub Pankowski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 11 Dec 2025 15:34:00 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://centrum-terapii.com/?p=228824</guid>

					<description><![CDATA[<p>Święty Mikołaj jest jedną z najbardziej uwielbianych postaci kultury zachodniej i symbolem świątecznym wszystkich dzieci. Jednak towarzyszy mu również mroczne ostrzeżenie: “Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!”. To zdanie, wymawiane przez pokolenia rodziców, ma głębokie korzenie historyczne, ale w świetle współczesnej psychologii dziecięcej staje się coraz bardziej problematyczne. Czy ta kulturowa groźba służy wychowaniu, czy [&#8230;]</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/do-niegrzecznych-dzieci-mikolaj-nie-przychodzi/">Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p class="wp-block-paragraph">Święty Mikołaj jest jedną z najbardziej uwielbianych postaci kultury zachodniej i symbolem świątecznym wszystkich dzieci. Jednak towarzyszy mu również mroczne ostrzeżenie: “Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!”. To zdanie, wymawiane przez pokolenia rodziców, ma głębokie korzenie historyczne, ale w świetle współczesnej psychologii dziecięcej staje się coraz bardziej problematyczne. Czy ta kulturowa groźba służy wychowaniu, czy raczej wywołuje lęk i strach?</p>



<h2 class="wp-block-heading">Kontekst historyczny</h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Postać Świętego Mikołaja wywodzi się z ludowych tradycji europejskich, w których był strażnikiem moralności. Jednak, zanim stał się staruszkiem w czerwonej czapce z długą białą brodą, jego postać była wzorowana na biskupie z Miry, która miała uczyć bezinteresownej pomocy, a nie karania. Mikołaj działał z miłości i miłosierdzia. Nie oceniał, czy ludzie byli “grzeczni” czy “niegrzeczni”, ale odpowiadał na realne potrzeby, czyniąc dobre uczynki w ukryciu, aby obdarowani nie czuli się zobowiązani. Idea surowej oceny pojawiła się dopiero później, kiedy Mikołajowi zaczęli towarzyszyć surowi pomocnicy – Krampus, Knecht, Ruprecht. Oprócz ich przerażającego  wyglądu mieli oni jedno zadanie – straszyć i karać niegrzeczne dzieci. Roznosili oni rózgi, kawałki węgla, kamienie lub worek popiołu. Interwencje tych czarnych postaci miały być bezpośrednie i brutalne, w celu wymuszenia dyscypliny. Ich obecność była skutecznym narzędziem kontroli społecznej, a komunikat o niegrzecznych dzieciach był realną i mroczną groźbą. Z biegiem czasu, za sprawą tradycji anglosaskiej, system ten złagodzono, do symbolicznej “Listy Świętego Mikołaja”, gdzie kara stała się bardziej psychologiczna – utrata wymarzonego prezentu. Współcześnie Święty Mikołaj kojarzony jest ze starcem w czerwonym stroju, z workiem prezentów na plecach, a wśród rodziców stosowany, jako przestroga. </p>



<h2 class="wp-block-heading">Komunikat</h2>



<p class="wp-block-paragraph">Ostrzeżenie  “Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi”  jest komunikatem słyszanym w okresie świątecznym, na długo przed pojawieniem się prezentów, zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. O ile my, dorośli, często traktujemy to zdanie z przymrużeniem oka lub jako żartobliwe upomnienie, dla dziecka, które wierzy w Mikołaja, niesie ono większą wartość.</p>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Pod jego powierzchnią kryje się problematyczne przesłanie – miłość i akceptacja Mikołaja są warunkowane perfekcyjnym zachowaniem. Komunikat ten uczy, że nagrodą za bycie grzecznym jest prezent, podczas gdy błędy, czy trudniejsze zachowania, emocje czy nieposłuszeństwo prowadzą do kary – utraty wymarzonych prezentów. Prowadzić to może do lęku i poczucia winy, ponieważ dzieci obawiają się, że ich naturalne zachowania, w tym trudne emocje, takie jak złość, smutek czy frustracja, zostaną uznane za “niegrzeczne”. Zamiast rozwijać motywację wewnętrzną, dzieci mogą działać pod presją zewnętrznej kontroli, starając się dostosowywać do oczekiwań, po to, by uniknąć kary. Długoterminowo takie podejście może uczyć, że ukrywanie emocji przynosi więcej korzyści. Utrudnia to również budowanie zdrowej samooceny, która powinna być niezależna od poziomu posłuszeństwa. </p>



<h2 class="wp-block-heading">Zdrowy rozsądek<strong> </strong></h2>



<p class="wp-block-paragraph">&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;Absolutnie nie chodzi o to, by nadawać nadmiernie negatywne znaczenie temu komunikatowi i  całkowicie wyeliminować Mikołaja z dyscyplinowania. Kluczem jest zdrowy rozsądek i świadomość, jakie przesłanie niesie ten komunikat. Rodzic ma możliwość znalezienia złotego środka, stosując zamienne komunikaty, które koncentrują się docenianiu starań i empatii, a nie na zagrożeniu materialną stratą. Warto obserwować, jakie podejście do komunikatu mają dzieci, czy wywołuje on motywację do pozytywnych zmian, czy raczej wzbudza w dziecku strach i stres. To, co dla jednego dziecka jest niewinnym żartem lub motywacją, dla drugiego może stać się źródłem lęku. Zamiast straszyć Mikołajem sędzią, możemy go przedstawić jako obserwatora dobrych uczynków i inspiratora, który cieszę się z każdej próby poprawy i każdej małej życzliwości, zgodnie z symbolem Świętego Mikołaja z Miry. Zamiast używać Mikołaja do karania, można go wykorzystać do wzmacniania i dostrzegania pozytywnych zachowań. Konstruktywne komunikaty zawierają  zwrócenie uwagi  na emocje dzieci, ich starania i próby, bez etykietowania zachowania, czy było “grzeczne” czy “niegrzeczne” oraz wspólne poszukiwanie rozwiązania. W ten sposób Mikołaj staje się sprzymierzeńcem rodzica we wspieraniu rozwoju. W rezultacie dziecko uczy się, że dobre zachowania przynoszą naturalną radość, a Mikołaj jest po prostu magicznym przyjacielem , który celebruje ten wysiłek.</p>



<h3 class="wp-block-heading"><strong>Aleksandra Boda</strong></h3>



<p class="wp-block-paragraph">Koordynatorka rejestracji CTiP w Namysłowie<br>Studentka psychologii</p>
<p>Artykuł <a href="https://centrum-terapii.com/do-niegrzecznych-dzieci-mikolaj-nie-przychodzi/">Do niegrzecznych dzieci Mikołaj nie przychodzi!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://centrum-terapii.com">Centrum Terapii i Psychoedukacji</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
