logo nfz

Artykuły

Dlaczego tak trudno nam się zmienić?

lut 16, 2024 | Bez kategorii | 0 komentarzy

Jak rozumieć zmianę?

Pytanie o to, dlaczego ludziom trudno jest coś naprawdę i na trwałe zmienić usłyszałam kiedyś w rozmowie towarzyskiej. To jedno z takich pytań, które zachęcają do rozwijania wątku, a jednocześnie zatrzymują w potrzebie przemyślenia głębiej tematu. Tutaj ruch ku zmianie, czyli odpowiedzi, wymagałby w pierwszej kolejności zatrzymania i zastanowienia. Tu już widzimy dynamikę zmiany. Odpowiedź na pytanie, czyli jakiś zysk, zmiana niewiedzy w wiedzę, wymaga doświadczenia straty czasu i energii na przemyślenie tematu. Statystyczny człowiek rozumie tę dynamikę przynajmniej w podstawowym zakresie. Wiemy, że musimy stracić pieniądze, żeby zrobić zakupy. Tracimy czas i energię, żeby zarobić pieniądze. Tracimy pieniądze, czas i energię, żeby zyskać wiedzę, czy umiejętności, które pozwolą nam zarabiać pieniądze. Coś tracimy, żeby coś innego zyskać, żeby utrzymać się przy życiu w optymalnych warunkach. Skrajną nieakceptacją tej dynamiki są po jednej stronie kradzież, a po drugiej poświęcenie. Złodziej nie traci, żeby zyskać, ale zyskuje kosztem czyjejś straty. Poświęcający się w skrajnym stopniu nie dba o rekompensatę, tym samym uczy tych, dla których się poświęca wyzysku. Czy zatem zmienimy się, jeśli będziemy jak złodzieje, którzy nie poświęcają swojej energii na zmianę? Czy tak zdobyty zysk będzie trwały, czy stale narażony na odkrycie jego przestępczego charakteru? Czy jeśli z kolei poświęcimy swoje zasoby na to, żeby zmienił się ktoś inny, to czy ten ktoś będzie cenił sobie to, co od nas zyskał? Te dwie skrajne postaci nieakceptowania dynamiki zmiany pozwalają nam pomyśleć, że ani poświęcenie, ani przywłaszczenie nie doprowadzą do prawdziwej zmiany. Poświęcając się chcemy, żeby zmienił się ktoś inny. Przywłaszczając sobie cudze rozwiązania, można też powiedzieć imitując, przeskakujemy cały proces wypracowywania rozwiązania, co czyni to, co w ten sposób przywłaszczone nietrwałym i niedopasowanym. Jeśli więc na tym etapie myślenia o zmianie moglibyśmy wydedukować, że raczej nie zmienimy kogoś, tylko siebie i że nie uda nam się to bez wysiłku, to pozostaje nam zastanowić się nad tym, jak siebie zmieniać, czyli jaki ma być ten wysiłek. Wiele razy słyszałam, że jak człowiek sam nie przestanie (tu można wstawić dowolne nawykowe czy nawet nałogowe zachowanie), to nikt mu nie pomoże. Tym osobom chodziło o to, że człowiek, który chce się zmienić musi to zrobić sam. Pójście do specjalisty na nic się nie zda. Jak będzie chciał przestać pić, grać itp., to sam to zrobi. Oczywiście, wola zmiany musi być po stronie tego, kto się ma zmienić. Tylko trzeba tu rozróżnić zatrzymanie destrukcyjnego zachowania siłą woli czy zahamowanie objawu lekami od zrozumienia mechanizmów leżących u podłoża tychże zachowań, czy objawów. Uśmierzenie objawów lekami, czy powstrzymywanie się od jakiegoś zachowania na tak zwanym „ścisku” to zupełnie co innego niż głęboka zmiana, która polega na tym, że objaw, czy kompensujące coś zachowanie stają się niepotrzebne.

Dlaczego nie zmieniamy się sami?

Jak już widać, każde ciekawe pytanie rodzi kolejne. Tak pytanie o to, czym w ogóle jest zmiana rodzi pytanie o to, jak jej dokonać. No bo skoro doświadczam ulgi w cierpieniu (mam leki) i chcę nad sobą pracować (np. przestałam się objadać wieczorem, chodzę na ćwiczenia i słucham podcastów o tematyce psychologicznej) to zmiana przyjdzie czy nie? Możemy wtedy powiedzieć, że to, co się zmienia, jest na pewnym poziomie, na takim, na który możemy świadomie wpłynąć. Ale nasz rozwój, podczas którego kształtują się nasze najgłębsze przekonania na temat siebie, innych i przyszłości oraz sposoby wchodzenia w interakcje z innymi, budowania więzi i dystrybuowania energią psychiczną, kształtują się w dużej mierze bez naszego świadomego udziału. Od momentu przyjścia na świat, do momentu osiągnięcia dojrzałości emocjonalnej i społecznej sprzęgają się ze sobą czynniki biologiczne/genetyczne (w tym temperament), czynniki relacyjne (kto jest dla nas ważny i w jaki sposób sprawuje nad nami opiekę), psychospołeczne (w jakich jesteśmy grupach, jakie tam panują reguły i jak się wobec nich układamy), traumatyczne (takie doświadczenia, które przekraczają na dany czas możliwości poradzenia sobie), ekonomiczne i kulturowe (jak w danym momencie czasowym i w danej społeczności chociażby myśli się o wychowaniu dzieci i ich roli, jakie są kulturowe normy, co jest modne). Ilość sprzężeń, związków, zależności i wpływów może przyprawić o zawrót głowy. Nic dziwnego, że nikt z nas nie jest świadomy tego, jakiego właśnie dokonuje przystosowawczego wyboru mając określony temperament, określonego opiekuna, sytuację społeczno-ekonomiczną i będąc w danych warunkach kulturowych. Jeśli więc przystosowanie, innymi słowy adaptacja, zachodzi nieświadomie, to jak moglibyśmy ją sobie uświadomić, żeby uzyskać rzeczone wcześniej rozumienie służące głębokiej zmianie? Pytanie jest więc o to, jak dotrzeć do nieświadomego w naszym rozwoju, żeby prześledzić proces kształtowania się naszej dzisiejszej adaptacji i móc dokonać w niej korekt? Na drodze ku temu stoją nasze mechanizmy obronne, czyli, to co chroni nas przed zalaniem nieświadomymi treściami psychicznymi, które byłyby dla nas zakłócające lub nie do wytrzymania. Mechanizmy obronne dzielimy na mechanizmy niższego i wyższego rzędu. Te niższego rzędu są bardziej pierwotne i prymitywne, działają na wcześniejszych etapach rozwoju. Te wyższego rzędu powstają później w rozwoju. Zwykle posługujemy się jednymi i drugimi, natomiast o przewadze któregoś typu decyduje czas w rozwoju, w którym wystąpiły komplikacje. Czym te mechanizmy obronne realnie są? Mechanizmami wyższego rzędu jest np. wypieranie wspomnień, niepamięć tego, co byłoby dla naszej psychiki przytłaczające albo sublimacja, czyli przekształcenia popędowego napięcia psychicznego, którego nie możemy bez szkód dla siebie zrealizować w bezpieczny akt twórczy. Mechanizmami niższego rzędu byłoby proste zaprzeczanie rzeczywistości, czyli nieuznawanie realnie istniejących faktów po to, by nie zajmować się niewygodną prawdą albo np. brak możliwości jednoczesnego doświadczania przeciwstawnych uczuć służący tolerowaniu ambiwalencji, co służy uproszczeniu obrazu świata by można go było wytrzymać. To tylko niektóre z opisywanych w literaturze mechanizmów obronnych. Chcę dać tutaj zarys problematyki służący rozwinięciu głównego wątku tego eseju, bardziej niż wykładać szczegółowo wszystkie zawiłości teorii psychologicznej. Wracając do tego, co na straży nieświadomości, czyli do mechanizmów obronnych, ważne jest to, że owe mechanizmy tworzą się i działają w naszych relacjach z innymi. Rozwój nie przebiega w bezrelacyjnej próżni. Noworodek po opuszczeniu brzucha matki szuka kontaktu w najbardziej pierwotny sposób, szukając ustami sutka. Minie czas, zanim niemowlę od pierwotnego kontaktu zmysłowego w postaci jakości dotyku, czy choćby tempa kołysania, zacznie rozumieć gesty, a potem słowa. W tych relacjach z najważniejszymi innymi, od początku życia zachodzi rozwój i mogą zachodzić komplikacje. Dlaczego zatem korekta tych komplikacji miałaby zachodzić bez relacji, na podstawie relacji z książką, czy filmem?  Wniosek wydaje się oczywisty, że głębokich zmian w osobowości możemy doświadczyć tylko w relacji. Tylko z kim? Czy wspierająca przyjaciółka albo kochający partner mogliby w tym pomóc? Czy jeśli np. zrobię test na to, co mi jest, czy dowiem się od psychologa, jak widzi moje funkcjonowanie to mogę zmienić to bazując na relacji z przyjaciółką czy partnerem?  Odpowiedź brzmi nie, nie będzie to wystarczające. Człowiek, który zajmuje się wchodzeniem z innymi w relacje celem dokonania głębokich zmian w funkcjonowaniu ich osobowości po to by usunąć objawy to psychoterapeuta. W obecnym prawie w Polsce nie musi mieć wykształcenia psychologicznego, ale studia wyższe i dodatkowe szkolenie psychoterapeutyczne. To dodatkowe szkolenie umożliwia psychoterapeucie zbadanie nieświadomych ścieżek własnego rozwoju, zyskaniu wystarczającej wiedzy na temat własnych mechanizmów obronnych i własnego funkcjonowania po to, by w ściśle określonym regułami kontakcie w gabinecie badać i rozumieć mechanizmy obronne swojego klienta/pacjenta. Rozumienie tego, co dzieje się w relacji psychoterapeuty z klientem, co dzieje się z psychoterapeutą w kontakcie z klientem oraz zestawianie bieżącej sytuacji z gabinetu, z życia pacjenta oraz tego, o czym psychoterapeuta posiadł wiedzę, że działo się wcześniej w życiu pacjenta umożliwia klientowi dostrzeżenie trudności, odreagowanie powstałych w związku z trudnościami napięć oraz przepracowanie, czyli dokonanie trwałej zmiany. Do tego nie ma przygotowania przyjaciółka ani partner, a nawet jeśli przyjaciel czy partner jest psychoterapeutą, to nie będzie mógł prowadzić psychoterapii osoby dla siebie bliskiej, bo kontekst realnej relacji skutecznie zasłania to, co jest konieczne do dostrzeżenia w psychice pacjenta. Wracając do początku tego tekstu, w psychoterapii nie chodzi o przywłaszczenie sobie przez pacjenta tego, co rozumie psychoterapeuta lub jakichś jego właściwości, nie chodzi o imitację. Nie chodzi też o poświęcenie się psychoterapeuty, czyli większe jego chęci, by wyleczyć pacjenta od chęci samego pacjenta. Chodzi o wysiłek dwóch stron w dążeniu do poznania prawdy. Jeśli ten wysiłek dokonuje się w profesjonalnej i etycznej atmosferze, to jego efekty może nie przychodzą szybko, ale są autentyczne i niezwykłe.

Opisywany przeze mnie sposób pracy dotyczy głównie psychoterapeutów o orientacji psychodynamicznej, jako że sama pracuję w ten właśnie sposób. Ciekawa jestem sposobu pracy psychoterapeutów innych modalności oraz rozumienia tego, w jaki sposób i w jakim zakresie różni psychoterapeuci wpływają na zmianę u pacjenta. To, co jest jednak dla mnie na pierwszym miejscu i wobec czego mam ogromny szacunek, to zakres zmiany, na jaki jest gotowy i na jaki pozwoli klient/pacjent.

*Pisząc ten tekst pozwoliłam swoim myślom popłynąć, dbając o nadanie im zrozumiałego przekazu. Nie korzystałam pisząc ten tekst z konkretnej literatury, którą mogłabym wskazać. Gdybym miała wymienić wszystkie ważne książki, czy artykuły, które miały wpływ na rozwój mojego myślenia, to brakło by mi tu miejsca. Dlatego pozwalam sobie na brak bibliografii i to krótkie wytłumaczenie.

Magdalena Kudzia

Psycholog, certyfikowany psychoterapeuta
Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego
pracuje w nurcie psychodynamicznym
z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi.

0 komentarzy

Ostatnie artykuły

Odpoczynek na pełnych obrotach

Odpoczynek na pełnych obrotach

Zaplanowany urlop w pracy oznacza tylko jedno – zbliżają się wielkimi krokami upragnione wakacje. Po ciężkim półroczu intensywnych aktywności zarówno zawodowych, jak i prywatnych, nadszedł czas na zasłużony odpoczynek, aby naładować baterie na kolejne wyzwania....

Aby cyfrowy świat nie stał się tym jedynym…

Aby cyfrowy świat nie stał się tym jedynym…

Jak wynika z ogólnodostępnych danych, z internetu korzysta około 5 miliardów ludzi na świecie. Ponad 60% z nich używa jednocześnie mediów społecznościowych. Polskie badania, na zlecenie rzecznika Praw dziecka dowodzą, że około 13% młodszych dzieci w szkołach...

„A czemu nie piątka?”                     

„A czemu nie piątka?”                     

Jest rok 1977. Polska przechodzi właśnie reformę szkolnictwa. Zmienia się system edukacyjny i ktoś wpada na pomysł motywowania uczniów wyróżnieniem w postaci czerwonego paska na świadectwie szkolnym. Od tego czasu, przez blisko pół wieku, pokolenia dzieci i rodziców...

Archetypowy facet – jak stereotypy niszczą życie          

Archetypowy facet – jak stereotypy niszczą życie          

Pomimo znacznych zmian społecznych i kulturowych, dotyczących zdrowia psychicznego, w szczególności tego, co jest normą a co już patologią, kiedy zgłosić się do lekarza, i że w ogóle warto o tym mówić, statystyki nadal są przerażające. W szczególności te, dotyczące...

Trochę o smutku- niedocenionym przyjacielu człowieka.

Trochę o smutku- niedocenionym przyjacielu człowieka.

Emocje są swego rodzaju nośnikami ważnych dla nas informacji – informują nas często o tym, co dla nas ważne albo co nam zagraża. Chronią nas i niejako obrazują nasze istnienie, powstają w odpowiedzi na pojawiające się w naszym życiu wydarzenia. Także smutek, zaliczony...