logo nfz

Artykuły

Czy depresja się maluje?                                

lut 21, 2024 | Bez kategorii | 0 komentarzy

„Od pewnego czasu, prawie codziennie budzę się w środku nocy albo nad ranem, bez żadnej przyczyny. W mojej głowie kłębią się setki myśli na temat zbliżającego się kolejnego dnia, to taki straszny chaos, jak na wysypisku śmieci… czasami też mam wrażenie, że nie myślę o niczym, dosłownie, moją głowę wypełnia próżnia. Kiedy rano wstaję z łóżka, jestem wykończona. Boli mnie samo otwarcie oczu, czuję jakbym przebiegła w środku nocy półmaraton. Wstaję, bo muszę. Zrobienie śniadania dla dzieci jest ogromnym wysiłkiem. Bolą mnie ręce i głowa,
najchętniej zostałabym w łóżku na zawsze. Reszta dnia upływa mi na marnowaniu czasu. Niby zrobię obiad, ale to nie to, co kiedyś. Praca w domu sprawiała mi przyjemność, lubiłam dbać o dom, reorganizować przestrzeń, czasami dwa razy do roku zmieniałam kolor ścian. Teraz zrobienie prania rozkładam na raty. Jakbym miała ze sto lat…” Pani D., lat 41.

To opis samopoczucia osoby, która cierpi na depresję. Pewnie wielu z nas czytając go, pomyśli: „Hmm, też tak miałam/em” lub „Znam kogoś, kto także ma takie trudności”. Wynika to zapewne stąd, że większość ludzi w jakimś momencie swojego życia doświadczyła depresji osobiście lub w swoim bezpośrednim otoczeniu ma osoby chorujące na to zaburzenie. Szacuje się, że w ciągu roku 100 mln osób na świecie ma objawy depresji, w Polsce jest to około 1,5 mln – to prawie tyle, co cała liczebność mieszkańców Warszawy. Wyobraźmy sobie teraz, że około 15 – 25% tych osób ginie z powodu samobójstwa (jest to około połowa wszystkich osób, które odebrały sobie życie, choć dane mogą być niedoszacowane). Z epidemiologii jasno wynika, że 2 razy więcej kobiet niż mężczyzn cierpi na depresję. Być może tak jest, choć coraz częściej pojawiają się opinie dotyczące niedoszacowania także tych danych. Jest to spowodowane różnicami kulturowymi w aspekcie płci – w końcu „Chłopaki nie płaczą”. Mężczyźni częściej ukrywają smutek, sięgając po używki czy popadając w uzależnienia – kolejny problem, który efektywnie maskuje depresję.
Niemniej jednak powyższe statystki wskazują na bardzo dużą powszechność depresji we współczesnym społeczeństwie. Zostawmy na razie mity dotyczące depresji, aby przyjrzeć się jej objawom.

Obraz depresji

Depresja, jak każda choroba ma swoje kryteria diagnostyczne, czyli objawy. Należy zaznaczyć, że nie muszą wystąpić wszystkie, aby lekarz psychiatra postawił diagnozę zaburzenia depresyjnego. Jest ich wiele i mogą być zmienne w trakcie rozwoju choroby:

  • Obniżenie podstawowego nastroju (lub anhedonia- brak satysfakcji z czynności, które zwykle sprawiały przyjemność);
  • Osłabienie tempa procesów psychicznych i napędu psychoruchowego (lub niepokój), trudności w koncentracji uwagi, zapamiętywaniu;
  • Zaburzenia rytmów biologicznych: aktywności, snu (bezsenność, lub senność nadmierna), zwykle gorsze samopoczucie rano;
  • Zakłócenia „popędowe”: jedzenie (brak łaknienia lub objadanie się), brak ochoty na seks;
  • Lęk – wolno płynący, czasem napadowy, uczucie chronicznego niepokoju bez widocznej przyczyny;
  • Depresyjne zaburzenia myślenia, triada poznawcza Becka: postrzeganie siebie jako nieudacznika, przekonanie, że świat jest wrogi, a przyszłość pozbawiona nadziei;
  • Autodestrukcyjne (samobójcze) impulsy i zachowania.

Po przeczytaniu powyższych można wrócić do początku artykułu i przeanalizować wypowiedź pacjentki, cierpiącej na depresję, która spełnia większość kryteriów charakterystycznych dla depresji. Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule artykułu brzmi: tak, depresja czasami ma makijaż. Chodzi tutaj o to, że objawów i czynników wywołujących depresję jest tak wiele, że jej przebieg może być różny u różnych osób. Niektóre osoby cierpiące na depresję przed wyjściem do pracy wykonują pełny makijaż, starają się dbać o siebie, a inne nie są do pracy w stanie w ogóle pójść. Przekonanie o tym, że człowiek cierpiący na depresję ma to napisane na czole, a jego problemy emocjonalne widać na pierwszy rzut oka jest nieprawdą i mitem, ale o tym poniżej.

„Depresja to tylko wymysł współczesnego świata” – mity o depresji.

Pomimo stale rosnącej świadomości społecznej, na temat zaburzeń nastroju, nadal niestety funkcjonują przekonania, które hamują wiele osób przed szukaniem pomocy specjalistycznej w chwili, kiedy czują się źle, jest im trudno, a codzienność przytłacza. Oczywiście, nie zawsze gorsze samopoczucie oznacza depresję, ale utrzymującego się złego stanu psychicznego, choćby przewlekłego zmęczenia, nie można lekceważyć, zawsze warto skonsultować się ze specjalistą. W społeczeństwie wciąż niestety funkcjonuje wiele mitów na temat depresji. Musimy przyjąć ich
istnienie, pomimo tego, że są niezwykle szkodliwe i często krzywdzące. Paradoksalnie mogą także otwierać dyskusję na temat tego poważnego problemu. Spróbujmy więc przyjrzeć się kilku z nich bliżej i wykorzystajmy ich potencjał na opak – poznając fakty o depresji.

Mit 1: Depresja dotyka tylko ludzi słabych.

Depresja może dotknąć każdego, bez względu na płeć, wiek, pochodzenie czy sytuację życiową. Oczywiście istnieją pewne czynniki, które mogą zwiększać zagrożenie zachorowania na depresję, ale nie ma żadnego czynnika w pełni
determinującego wystąpienie depresji. Powstanie depresji rozpatruje się biorąc pod uwagę czynniki endogenne: związane na przykład z zaburzeniami w funkcjonowaniu układu neurologicznego; czynniki psychogenne: bardziej zewnętrzne czynniki, takie jak traumatyczne wydarzenie życiowe, silny stres, itp. czynniki somatogenne: związane przykładowo z uzależnieniem, depresje powstające na skutek choroby ciała. Czynniki wskazane powyżej to jedynie zarys i schemat klasyfikacji, jest ich tak wiele, że trudno byłoby je tu wszystkie przytoczyć. Należy pamiętać, że faktem jest, iż to, że ktoś choruje na depresję to nie wina jego słabości, ale wypadkowa wielu czynników, totalnie niezależnych od człowieka.

Mit 2: Depresja to totalny smutek i leżenie w łóżku, ludzie w „prawdziwej” depresji nie pracują.

„Przecież nie jesteś na zwolnieniu lekarskim, nadal pracujesz i zajmujesz się domem” – to takie wypowiedzi budowane na fundamentach mitu numer 2, mogą usłyszeć cierpiący na depresję. Nieprawdą jest, że depresja przykuwa do łóżka zawsze. Oczywiście, ciężkie epizody depresji zazwyczaj przebiegają w taki sposób, ale za nim depresja rozwinie się w najcięższą postać, często wymagającą hospitalizacji, pojawia się w łagodniejszej formie. To trochę jak z innymi chorobami, początek zazwyczaj ma łagodny przebieg, z czasem jednak, bez odpowiedniej opieki,
odpoczynku i leczenia może dojść do powikłań i nagłego pogorszenia stanu zdrowia. Co więcej, fakty mówią o tym, że nieleczona depresja, nawet łagodna, z każdym kolejnym epizodem zwiększa ryzyko pojawienia się następnego. Dzieje się tak dlatego, że każdy kolejny epizod powoduje prawdopodobne efekty neurobiologiczne i psychologiczne sprzyjające kolejnym nawrotom i pogarszające ich przebieg. Depresja to nie tylko zaniedbana, zobojętniała lub zapłakana osoba zalegająca w łóżku. Czasami także wśród nas znajdują się osoby, które na pierwszy rzut oka dobrze sobie radzą, jednak w rzeczywistości bardzo cierpią, pomimo że nadal wypełniają swoje role- jak Pani D., którą poznaliśmy na początku.

Mit 3: Tyle osób choruje na depresję i z niej wychodzi, to nie rak, to nic poważnego, wystarczy wziąć leki.

O ile pierwsza i druga składowa zdania powyżej są prawdą, to dalsza jego część jest totalną bzdurą. Depresja to bardzo poważne schorzenie, jak wspomniano wcześniej w tym artykule, w wielu przypadkach, nieleczona, kończy się powikłaniami lub śmiercią. Najwyższy wskaźnik samobójstw dotyczy osób cierpiących na depresję. Jeśli z kolei chodzi o leczenie, w większości przypadków depresji nie da się wyleczyć jedynie za pomocą pigułki. Bardzo często wymaga to współpracy lekarza psychiatry i psychoterapeuty oraz innych specjalistów. Według WHO nawet 80% pacjentów najlepiej czuje się, lecząc się lekami i psychoterapią równocześnie.

Mit 4: Wystarczy znaleźć sobie jakiś cel, zajęcie i myśleć pozytywnie.

Depresja jest chorobą, która powoduje negatywne myślenie – nie odwrotnie. To nie nasze przygnębienie powoduje zachorowanie. Podobnie jak myślenie pozytywne, hobby, cel czy inne przyjemne i motywujące rzeczy nas z niej nie wyciągną. Przynajmniej nie są wystarczające do tego. Oczywiście, że nasze pozytywne myślenie ma ogromne znaczenie w procesie zdrowienia w każdej chorobie. Jednak w przypadku chorego na depresję to tak jakby nakazać pingwinowi latać – on nie ma takiej możliwości fizjologicznej. Osoby z depresją zazwyczaj są pogrążone w negatywnym nastroju, utrzymujących się myślach rezygnacyjnych, lęku lub złości i trudno w takich okolicznościach o kolorowe wizje miło spędzonego popołudnia czy optymistyczne planowanie przyszłości. Zazwyczaj stopniowo, wraz z trwającym leczeniem coraz łatwiej jest nam planować kolejne dni czy miesiące, znajdujemy w sobie powoli energię, aby realizować lub powracać do pasji. Powinno być to jednak dostosowane, do stanu zdrowia chorego i jego aktualnych możliwości. Mit „wystarczy…” jest przerzucaniem całej odpowiedzialności za wystąpienie choroby i jej utrzymywanie się w chorym. Wskazywaniem, że wszystko zależy od niego, choć oczywiste jest, że zależy to od wielu czynników.

Depresja jest tak powszechnym zaburzeniem, że doczekała się swojego święta – 23 lutego jest światowym dniem walki z depresją. Jej obraz na przestrzeni lat zmienił się. Obecnie stosowane najpopularniejsze metody leczenia – farmakoterapia i psychoterapia, pozwalają uzyskać doskonałe efekty w walce z depresją. Pacjenci rzadziej niż kiedyś zapadają na depresję o ciężkim przebiegu. Pomimo stale funkcjonujących w społeczeństwie mitów, świadomość społeczna, dotycząca jej skutków stale rośnie, co powoduje, że coraz więcej osób zgłasza się po specjalistyczną pomoc do lekarzy, psychologów i psychoterapeutów. Być może wzrost przypadków zachorowań na depresję nie jest tylko skutkiem jej rozprzestrzeniania się, ale także wynika z tego, że ludzie coraz częściej zdają sobie sprawę, że jest to obecnie jedna z najgroźniejszych chorób, niestety często śmiertelna.

Bibliografia:

  1. https://forumprzeciwdepresji.pl/

Anna Foltyńska

Psycholożka
Psychoterapeutka w procesie certyfikacji
w nurcie systemowo-ericksonowskim

0 komentarzy

Ostatnie artykuły

Odpoczynek na pełnych obrotach

Odpoczynek na pełnych obrotach

Zaplanowany urlop w pracy oznacza tylko jedno – zbliżają się wielkimi krokami upragnione wakacje. Po ciężkim półroczu intensywnych aktywności zarówno zawodowych, jak i prywatnych, nadszedł czas na zasłużony odpoczynek, aby naładować baterie na kolejne wyzwania....

Aby cyfrowy świat nie stał się tym jedynym…

Aby cyfrowy świat nie stał się tym jedynym…

Jak wynika z ogólnodostępnych danych, z internetu korzysta około 5 miliardów ludzi na świecie. Ponad 60% z nich używa jednocześnie mediów społecznościowych. Polskie badania, na zlecenie rzecznika Praw dziecka dowodzą, że około 13% młodszych dzieci w szkołach...

„A czemu nie piątka?”                     

„A czemu nie piątka?”                     

Jest rok 1977. Polska przechodzi właśnie reformę szkolnictwa. Zmienia się system edukacyjny i ktoś wpada na pomysł motywowania uczniów wyróżnieniem w postaci czerwonego paska na świadectwie szkolnym. Od tego czasu, przez blisko pół wieku, pokolenia dzieci i rodziców...

Archetypowy facet – jak stereotypy niszczą życie          

Archetypowy facet – jak stereotypy niszczą życie          

Pomimo znacznych zmian społecznych i kulturowych, dotyczących zdrowia psychicznego, w szczególności tego, co jest normą a co już patologią, kiedy zgłosić się do lekarza, i że w ogóle warto o tym mówić, statystyki nadal są przerażające. W szczególności te, dotyczące...

Trochę o smutku- niedocenionym przyjacielu człowieka.

Trochę o smutku- niedocenionym przyjacielu człowieka.

Emocje są swego rodzaju nośnikami ważnych dla nas informacji – informują nas często o tym, co dla nas ważne albo co nam zagraża. Chronią nas i niejako obrazują nasze istnienie, powstają w odpowiedzi na pojawiające się w naszym życiu wydarzenia. Także smutek, zaliczony...